Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Wielkie morze kłopotów Unii

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Wspólnota nie potrafi wypracować spójnej polityki wobec państw północnej Afryki. Forsowana przez Francję Unia Śródziemnomorska okazała się być niewypałem

nia Europejska zamierza wprowadzić radykalne zmiany do przyjętej w 2008 roku pod naciskiem Francji polityki wobec północnej Afryki. - Musimy sobie uczciwie powiedzieć: wydaliśmy miliardy euro europejskich podatników na tzw. Unię Śródziemnomorską, ale osiągnięte efekty są mizerne - powiedział niedawno premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Tym razem Bruksela musi to zrobić w sposób przemyślany: nie chodzi już tylko o zabezpieczenie swoich interesów w regionie, ale o utrzymanie pozycji rozgrywającego w międzynarodowej polityce.

Nie dysponując jak Stany Zjednoczone siłą militarną, UE kładła nacisk na soft power: moc oddziaływania za pomocą koncesji handlowych oraz pomocy rozwojowej. Podejście takie zaowocowało sukcesem w Europie Środkowo-Wschodniej, w której udało się zaszczepić demokratyczne mechanizmy. Ale taka polityka nie sprawdziła się za południową granicą Wspólnoty. Muammar Kaddafi, przywódca bombardowanej obecnie przez samoloty NATO Libii, był jednym z tych, którzy od początku krytycznie oceniali projekt Nicolasa Sarkozy`ego. To właśnie jego ocena Unii Śródziemnomorskiej (UŚ), nazywanej lekceważąco Club Med, okazała się prorocza.

Pomysł został uwikłany w międzyeuropejskie, międzyarabskie i arabsko-izraelskie spory. - Mało kto w regionie wie o jego istnieniu - napisał niedawno w artykule dla "Financial Times" minister spraw zagranicznych Włoch Franco Frattini. Ana Palacio, była szefowa hiszpańskiej dyplomacji, uważa, że unijna strategia poniosła klęskę z powodu zbyt małego powiązania pomocy rozwojowej z wprowadzaniem demokracji. - Dopóki nie przestawimy priorytetów w regionie na dobre zarządzenie, demokrację oraz prawa człowieka, i nie uzależnimy pomocy finansowej od realizacji tych priorytetów, ryzykujemy kolejną porażkę - mówi.

W marcu została zainaugurowana nowa śródziemnomorska inicjatywa UE: Partnerstwo na rzecz Demokracji i Wspólnego Dobrobytu. Analitycy ostrożnie chwalą niektóre jej aspekty, takie jak udzielanie większej pomocy rozwojowej tym państwom, które przeprowadzają reformy polityczne. Podoba się również pomysł wzmocnienia roli Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, który finansował przejście Europy Wschodniej do gospodarki wolnorynkowej. Co prawda niektórzy politycy ostrzegają, że sytuacja w Kairze i Tunisie nie przypomina atmosfery z 1989 roku w Warszawie i Pradze, ale szef EBOiR Thomas Mirow widzi podobieństwa w młodym pokoleniu, które pożąda dobrobytu i chce cieszyć się prawami człowieka.

Unia Europejska ma długą historię niepowodzeń w regionie Morza Śródziemnego. - Żadna z inicjatyw, a było ich już kilka, nie zaowocowała pojawieniem się dobrobytu w północnej Afryce - mówi Bihara Khader, profesor na Katolickim Uniwersytecie w Leuven. Przed Unią Śródziemnomorską i Partnerstwem na rzecz Demokracji i Wspólnego Dobrobytu UE eksperymentowała z Globalną Polityką Śródziemnomorską (1972), Odnowioną Polityką Śródziemnomorską (1990), Procesem Barcelońskim (1995) i wreszcie Polityką Sąsiedztwa (2004).

Europejscy urzędnicy z Brukseli od początku postrzegali Unię Śródziemnomorską jako solowy popis nadaktywnego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy''ego. Z kolei Niemcy krytykowali Paryż za postawienie przed faktem dokonanym. Potem zaczęła się już tradycyjna wewnętrzna biurokratyczna walka o to, kto będzie kierował nową instytucją. Po tym, jak na jej główną siedzibę wyznaczono Barcelonę, Malta zażądała dla siebie biura dodatkowego. Nie mniej ważne było rozwiązanie politycznej łamigłówki, jaką jest przełamanie napięcia między Izraelem a państwami arabskimi. I trzeba było jeszcze we wszystkim uwzględniać opinię Francji. - Traciliśmy tylko czas na dogodzenie Paryżowi - wspomina jeden z dyplomatów uczestniczących w rozmowach.

Francuscy urzędnicy nie zgadzają się z tym, że Unia Śródziemnomorska jest porażką. Twierdzą, że zadaniem nowej instytucji nie było reagowanie na sytuacje kryzysowe, takie jak zdarzyły się ostatnio w Tunezji i Egipcie, tylko nadzór nad wspólnymi projektami w takich dziedzinach, jak energetyka czy transport. Jednak nawet Nicolas Sarcozy zdawał się przyznawać do klęski własnego pomysłu, gdy mówił ostatnio, że rewolty w krajach arabskich są okazją do zrewidowania inicjatywy.

Wielu analityków, polityków i urzędników europejskich zgadza się z tym, że niezależnie od tego, jakie struktury zostaną wykorzystane, UE powinna zająć się teraz problemem pomocy gospodarczej dla społeczeństw tych państw, które obaliły rządzące od lat reżimy. - Oraz powinna mocno zaangażować się w regionie politycznie - mówi Richard Youngs z madryckiego think-tanku Fride. Jordi Vaquer i Fanés, dyrektor Centrum Badań Stosunków Międzynarodowych i Rozwoju (Cidob) w Barcelonie, zgadza się z opinią, że udawanie, iż organizacje międzynarodowe mogą zajmować "wyłącznie kwestiami praktycznymi" i ignorować politykę, okazało się błędem.

Kiedy w Libii trwa wojna, a w regionie - od Maroka do Jemenu - wrze, oczywiste jest, że Europa potrzebuje świeżego podejścia do "najbliższej zagranicy" (w przypadku Hiszpanii oddalonej o zaledwie 13 km). Jednocześnie musi znaleźć sposób na zachęcenie państw północnej Afryki do zaszczepienia u siebie demokracji, tak jak to zrobiła w przypadku Europy Wschodniej po upadku muru berlińskiego. Wtedy Wspólnota zrobiła coś wyjątkowego: zaproponowała możliwość wejścia byłym krajom komunistycznym do zjednoczonej Europy. To nie jest oczywiście możliwe w przypadku Tunezji, Maroka czy Egiptu, ale trzeba znaleźć sposób na dostarczanie pomocy i środków niezbędnych do zapewnienia tego, by rewolty nie zakończyły się wzrostem bezrobocia i jeszcze większą przemocą.

@RY1@i02/2011/079/i02.2011.079.186.0016.001.jpg@RY2@

Fot. Fot. Corbis/FotoChannels

Dziesiątki tysięcy imigrantów z północnej Afryki zalewają południowe Włochy. Na wyspie Lampedusa, o powierzchni ledwie 20 km kwadratowych, przebywa już ponad 25 tys. Tunezyjczyków

Tłum. IC

© The Financial Times Limited 2011. All Rights Reserved

Joshua Chaffin

Victor Millet

Peggy Hollinger

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.