Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Polska jest Niemcom bliższa niż Francja

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Polska pod względem prowadzonej polityki jest nam bliższa niż Francja - trudno o mocniejszą deklarację w ustach wysokiej rangi niemieckiego dyplomaty w przeddzień 50. rocznicy Traktatu Elizejskiego, poprzez który generał de Gaulle i kanclerz Adenauer zapoczątkowali "specjalne stosunki" między Paryżem i Bonn.

Teraz jednak bliski prezydentowi Hollandeowi dziennik "Liberation" nazywa francusko-niemieckie stosunki "osią zła". Od wielu miesięcy to bowiem konflikt między przywódcami obu krajów hamuje postępy w przebudowie strefy euro i przezwyciężeniu kryzysu. Właśnie dlatego zakończony w piątek szczyt nie przyniósł decyzji o budowie unii fiskalnej, rządu gospodarczego, systemu kontroli przez Brukselę budżetów narodowych i innych pomysłów, które miały stanowić zalążki europejskiego państwa federalnego.

Optymiści twierdzą, że powodem takiego braku determinacji są rynki finansowe. Przekonane, że Europejski Bank Centralny w razie czego udzieli nieograniczonej pomocy krajom południa Europy, przestały obawiać się rozpadu strefy euro. Skoro nie ma więc presji ze strony giełdowych inwestorów, przywódcy UE mogą powrócić do dawnego, powolnego tempa przebudowy Europy.

Pesymiści uważają jednak, że za paraliżem unijnych instytucji kryje się coś głębszego: radykalne rozejście się zreformowanych, silnych gospodarczo Niemiec i niemogącej sobie poradzić w globalnym świecie Francji.

Pierre Lellouche, były minister ds. europejskich za czasów Nicolasa Sarkozyego, jest zwolennikiem tej ostatniej teorii. I dla jej poparcia przytacza na francuskiej stronie "The Huffington Post" dziesiątki danych: o rekordowym deficycie handlowym Francji i nadwyżce Niemiec, o rozbudowanym sektorze publicznym po zachodniej stronie Renu i zdecentralizowanej, o wiele tańszej strukturze państwa po wschodniej; rosnącej presji fiskalnej we Francji, której w Europie może już tylko dorównywać Dania i cięciom podatków w Berlinie.

Cytowany już niemiecki dyplomata w nieformalnej rozmowie mówił mi: - Z Polakami łączy nas proste przekonanie: możesz żyć tylko na takim poziomie, na jaki zapracowałeś.

Tymczasem, jak zauważa Lellouche, Francuzi nie są w stanie wyzwolić się z nałogu życia ponad stan, na kredyt. Aby złagodzić skutki kryzysu tylko za kadencji Sarkozyego, dług publiczny urósł o 1/3, czyli 600 miliardów euro. I rośnie dalej.

W tej sytuacji obiektywne interesy Francji są coraz bliższe tym, które mają Hiszpania, Włochy i inne kraje południa Europy: wymusić solidarność finansową niemieckiego podatnika, jednocześnie nie zgadzając się na kontrolę przez Brukselę (i pośrednio przez Berlin) francuskiej polityki budżetowej, co wymusiłoby zdecydowane reformy strukturalne. Niemcy odwrotnie: naciskają na utworzenie unii fiskalnej, odkładając dyskusje o euro obligacjach czy dużym budżecie Unii na wieczne później. W tym sporze Polska, która jest uważana za jeden z bardziej stabilnych finansowo krajów dzisiejszej Wspólnoty, zdecydowanie popiera Berlin.

@RY1@i02/2012/245/i02.2012.245.00000070b.802.jpg@RY2@

Jędrzej Bielecki dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Jędrzej Bielecki

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.