Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Debata to tylko show

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Amerykańskie media wydały jednoznaczny werdykt. Nawet te związane z demokratami, jak "New York Times" czy CNN, nie miały wczoraj wątpliwości, że to Mitt Romney wygrał debatę kandydatów na prezydenta USA. Barack Obama był mniej przekonujący, ospały, z niewiadomych powodów nie wspomniał o słynnych wpadkach swojego rywala.

Dlaczego tak się stało? Część amerykańskich komentatorów podkreśla, że Romney zaprawił się w debatach. W trakcie walki o republikańską nominację odbył ich aż dziewiętnaście, a Obama ostatnio rywalizował jak równy z równym cztery lata temu z Johnem McCainem. I wyszedł z wprawy.

Rozsądniejszym wytłumaczeniem wydaje się jednak strategia prezydenta. Chciał się pokazać jako mąż stanu, człowiek na trudne czasy, któremu Romney nie dorasta do pięt. Spokojny dyskurs prezydenta miał być tłem uwydatniającym nieodpowiedzialność republikanina. Sztab Obamy niewątpliwie miał nadzieję, że ich oponent wpadnie w tę pułapkę i jeszcze popełni kolejną gafę.

Jednak Romney, zachowując szacunek dla świętego w Ameryce urzędu prezydenckiego, skutecznie punktował demokratę. "Oskarżając prezydenta o to, że nie potrafi wyprowadzić kraju z największego kryzysu od lat 30., Romney zdołał zaprezentować się jako polityk równego kalibru co Obama, który w przeciwieństwie do tego ostatniego potrafi rozwiązywać problemy" - przyznał nowojorski dziennik "New York Times".

Romney wygrał nawet w kategorii bon motów. Gdy Obama składał życzenia Michelle z okazji 20. rocznicy ich ślubu, Romney powiedział przytomnie: "Jestem pewien, panie prezydencie, że o niczym innym pan nie marzył, jak o spędzeniu tego wieczoru właśnie w moim towarzystwie".

Wątpliwe jednak, aby debata z Denver zmieniła wynik wyborów. Nie zdarzyło się to od 1960 roku. Debata to nie zderzenie idei, tylko telewizyjny show, rozpisany na sceny rytuał. Z góry wiadomo, jak ubierze się żona polityka, w którym momencie on pomacha do małżonki łapką, a w którym uda szczerość i luz, zwracając się z uśmiechem do oponenta.

Dla Obamy znacznie ważniejsze jest to, że mimo największego od 70 lat kryzysu w USA pozostaje faworytem. Przecież w tym samym czasie kryzys zmiótł tylu przywódców europejskich, choćby we Francji, Włoszech, w Hiszpanii, Grecji czy Wielkiej Brytanii.

Gdy amerykańska gospodarka powoli wychodzi na prostą, wyborcy raczej nie zdecydują się na ryzyko nowych wstrząsów. A Romney chce odwołać powszechny system ubezpieczeń zdrowotnych, przyjąć asertywną strategię wobec Iranu czy obniżyć podatki dla najbogatszych, doprowadzając do większych kontrastów w dochodach społeczeństwa. W listopadzie właśnie to, a nie riposty z Denver, zdecyduje o wyniku wyborów.

@RY1@i02/2012/194/i02.2012.194.00000070c.802.jpg@RY2@

Jędrzej Bielecki dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Jędrzej Bielecki

dziennikarz działu życie gospodarcze świat

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.