Dziwne gierki Rajoya
Mariano Rajoy chce uniknąć losu, jaki spotkał Georgiosa Papandreu, Silvio Berlusconiego czy Nicolasa Sarkozy’ego, których kryzys odsunął na polityczną emeryturę. Mimo dramatycznej sytuacji finansowej Hiszpanii priorytetem dla hiszpańskiego premiera pozostaje uniknięcie klęski w nadchodzących wyborach regionalnych w rodzimej Galicji. Właśnie dlatego, a są o tym przekonane tamtejsze media od lewicowego "El Pais" po konserwatywny "ABC", ogłaszając kolejne radykalne cięcia w budżecie na 2013 r., nie tylko nie ruszył emerytur, ale nawet zapowiedział ich podniesienie o 1 proc.
Jednak nawet media sprzyjające rządzącej Partido Popular mają wątpliwości, czy taka strategia się powiedzie. Hiszpania znalazła się w potrzasku rynków finansowych i rosnących tendencji odśrodkowych, a taktyczne manewry Rajoya mogą jedynie podsycić obawy, czy jest to człowiek na miarę obecnych wyzwań.
Mimo obcięcia średnio o 1/8 budżetów wszystkich ministerstw, od edukacji po zdrowie i bezpieczeństwo publiczne, wydatki państwa w przyszłym roku wzrosną. Powodem jest spektakularny (o 1/3) skok kosztów obsługi długu. Madryt nie tylko musi pożyczać na potęgę, by ratować upadające banki, ale zaciąga zobowiązania na coraz gorszych warunkach. Nic nie wskazuje, aby pod tym względem miało być lepiej, bo rząd nie jest w stanie odzyskać zaufania inwestorów. W tych okolicznościach Rajoy powinien przestać myśleć o szansach na reelekcję, odsunąć sztuczki księgowe i tak, jak to robi we Włoszech Mario Monti, starać się przejść do historii jako ten przywódca, który uratował kraj przed bankructwem.
Rajoy zdaje się też nie rozumieć powagi chwili, gdy idzie o jedność kraju. Zła sytuacja gospodarcza rozbudziła tendencje odśrodkowe w kilku regionach królestwa, przede wszystkim w Katalonii. Szef katalońskiego rządu Artur Mas podjął starania o zorganizowanie referendum w sprawie oderwania się od Madrytu i zaczął wypytywać w Brukseli, czy Katalonia automatycznie stanie się 29. (po Chorwacji) krajem członkowskim Unii, czy też będzie musiała podjąć negocjacje akcesyjne.
Odpowiedź Madrytu padła z ust nie Rajoya, tylko jego zastępczyni Sorai Saenz de Santamaria i była niezwykle techniczna. Uznała ona, że referendum byłoby niezgodne z konstytucją, bo niepodległość Katalonii wpłynęłaby na życie wszystkich Hiszpanów i powinna być przedmiotem głosowania w całym kraju. A co do członkostwa Katalonii w Unii Santamaria przypomniała, że Hiszpania będzie miała w tej sprawie prawo weta i nie zawaha się go użyć "bez końca". Wątpliwe, czy te słowa wystarczą, aby zachęcić Katalończyków do pozostania w królestwie i podjęcia solidarnej walki o uratowanie go przed finansowym upadkiem.
@RY1@i02/2012/190/i02.2012.190.000000700.802.jpg@RY2@
Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Jędrzej Bielecki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu