Prozachodnia Grecja nie jest wyborem raz na zawsze
Jeśli Ateny wypadną z unii walutowej, na południu kontynentu nabierze tempa gra o wpływy, w której głównym aktorem wcale nie będzie Unia Europejska. Dla Rosjan to strategicznie położone państwo jest łakomym kąskiem z punktu widzenia ekspansji Gazpromu. Dla Chin greckie wybrzeże jest hubem, który umożliwia realny podbój Europy. Wczorajsze wybory to dobra okazja, by przypomnieć sobie, że prozachodni wybór Aten nie jest dany raz na zawsze. Jeśli Grecja porzuci euro, najpewniej porzuci również Europę. W Unii nie ma woli, by dalej dotować Ateny. Nie ma też po prostu na to pieniędzy, bo po bailout czekają kolejne państwa południa. Te fundusze na sfinansowanie bieżących potrzeb państwa mogą się oczywiście znaleźć. Tyle że na Wschodzie. Dyplomaci ewentualnego premiera Aleksisa Tsiprasa zamiast do Brukseli na posiedzenia eurogrupy zaczną jeździć na dwustronne spotkania do Moskwy i Pekinu. Zarówno Rosjanie, jak i Chińczycy testowali już wariant współpracy z bankrutującym państwem. Eksperyment udał się na nieodległym i podobnym do Grecji pod wieloma względami Cyprze.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.