Demokracja po rosyjsku
Najpierw prokurator żąda dla jednego z liderów rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego sześciu lat więzienia, a potem tylko dzięki wsparciu kremlowskiej Jednej Rosji udaje mu się zebrać podpisy wymagane do startu w wyborach mera Moskwy. Błąd w Matriksie czy da się to jakoś wytłumaczyć?
Zacznijmy od wyborów. We wrześniu mieszkańcy rosyjskiej stolicy wybiorą mera. To pierwsze bezpośrednie głosowanie od 2003 r. Elekcja będzie przy tym przedterminowa; dotychczasowy mer Siergiej Sobianin (mianowany przez prezydenta) zdecydował sprawdzić swoje poparcie.
Wyzwanie zamierza mu rzucić Nawalny, który wypłynął na szerokie wody rosyjskiej blogosfery, gdy zaczął drążyć w korupcyjnych mechanizmach oplatających przedsiębiorstwa państwowe. Ten bogaty prawnik kupił za kilkaset tysięcy dolarów małe ilości akcji największych molochów - Gazpromu, Łukoilu, Rosnieftu itp. I jako mniejszościowy udziałowca poprzez sądy z powodzeniem domagał się przedstawienia mu dokumentów rzeczonych spółek.
W krótkim czasie zdobył sporą popularność, utwierdzoną podczas protestów po sfałszowanych w grudniu 2011 r. wyborach parlamentarnych. Przy czym nie jest to koniecznie postać z liberalno-demokratycznej bajki, którą chciałby widzieć Zachód. Nawalny nie ukrywa narodowo-mocarstwowych poglądów i gdyby przyszło mu kiedyś stanąć na czele Rosji, jej sąsiedzi wcale nie mieliby z nią łatwiej niż w erze Władimira Putina.
Rosyjski wymiar sprawiedliwości nie byłby sobą, gdyby i na Nawalnego nie znalazł "kompromatów". Oto w 2011 r. prawnik jako doradca wywodzącego się z kręgów demokratycznych gubernatora Kirowa Nikity Biełycha miał wprowadzić w błąd dyrektora państwowego Kirowlesu i skłonić do niekorzystnej sprzedaży drewna. Na transakcji - dowodzi prokurator - skarb państwa stracił 16 mln rubli (1,6 mln zł). 5 lipca oskarżenie zażądało dla Nawalnego sześciu lat więzienia.
I tu niespodzianka. Wczoraj bloger ogłosił, że przyjął 49 podpisów od przedstawicieli Jednej Rosji, popierających jego start w wyborach na mera. Bez nich trudno byłoby mu uzbierać wymagane 110 głosów od radnych i musiałby w zamian zdobyć 120 tys. podpisów mieszkańców Moskwy. "Jedrosów" prosił o to sam Sobianin, który - wersja oficjalna - chciał w ten sposób wzmocnić pluralizm wyborów. Wersja prawdziwa jest jednak nieco inna. Ludzie z wyrokami nie mają prawa startu w wyborach. A wyrok ma być ogłoszony już 18 lipca, siedem tygodni przed elekcją.
Efekt? Władze powiedzą: robiliśmy, co w naszej mocy, nawet pomogliśmy mu podpisy zbierać. Tacy z nas liberałowie. A że kandydat nie może wystartować? Przecież nie mamy wpływu na niezawisłe sądy. W końcu jesteśmy demokratami...
@RY1@i02/2013/132/i02.2013.132.000000700.802.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu