Przebudzenie azjatyckich smoków i dawnych demonów
Wygląda na to, że w Azji Wschodniej obudziły się demony dawnych imperiów - coraz silniejsze i bardziej dominujące Chiny, obiecująca gospodarczo Korea Południowa. A za nimi stary hegemon - Japonia, która ewidentnie chce wrócić do wyścigu o wpływy w regionie. Prawie dokładnie dwadzieścia lat temu, w 1993 r., Aaron L. Friedberg, politolog z Uniwersytetu w Princeton, ogłosił, że Azja "dojrzała do poważnej rywalizacji". I że nie można wykluczyć wojny między krajami, które oprócz geograficznego położenia niewiele zdaje się łączyć. "W Europie jeszcze przez jakiś czas będziemy świadkami konfliktów wewnętrznych, sporów etnicznych, gdzieś na obrzeżach kontynentu. Ale to Azja może stać się sceną wielkich roszad i przetasowań między mocarstwami - tymi rosnącymi w siłę i tymi, które słabną", pisał analityk. Wizja Friedberga długo się nie sprawdzała. Większa część Azji, na czele z Chinami, Indiami i Koreą Południową, postawiła na rozwój gospodarczy i wymianę handlową, nie zajmując się zanadto kulturowo-polityczną dyplomacją. Dziś ta część świata to ekonomiczna potęga, z ogromną siłą nabywczą i produkcyjną. Najnowszy Wealth Report 2012 wskazuje, że to tu mieszka najwięcej bogaczy. A Danny Quah z London School of Economics twierdzi, że do 2050 r. centrum ekonomicznej grawitacji przesunie się z Atlantyku gdzieś między Chiny a Indie, a listę najzamożniejszych państw świata zdominują Singapur, Hongkong, Tajwan i Korea Południowa.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z promocyjnej subskrypcji
już od 9,90 zł za pierwszy miesiąc.
Zyskaj dostęp do treści.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.