Operacja w Mali to znaczne obciążenie dla budżetu Francji
Wojna w Mali przyszła w najgorszym możliwym momencie dla francuskiej gospodarki. Francois Hollande nie dotrzymuje wielu obietnic z kampanii wyborczej, ale tej jednej chce się trzymać za wszelką cenę: ograniczyć deficyt budżetowy z 4,5 do 3 proc. PKB. Bardziej od prezydenckiego słowa chodzi tu o obawy, że w razie wymknięcia się francuskich finansów spod kontroli kraj padnie ofiarą rynków finansowych tak samo, jak to się zdarzyło rok temu z Włochami i Hiszpanią. A wówczas, aby uniknąć bankructwa, będzie musiał, tak jak południowi sąsiedzi, przeprowadzić drastyczne reformy oszczędnościowe. Właśnie dlatego w tym roku socjalistyczny prezydent podniósł do bezprecedensowego poziomu podatki, wywołując tym falę protestów i skandal z udziałem Depardieu.
Początkowo wydawało się, że interwencja w środkowej Afryce niewiele tu może zmienić. Chodziło w końcu o stosunkowo małą misję 2,5 tys. żołnierzy, których w ciągu kilku tygodni miały zastąpić wojska malijskie i innych państw afrykańskich.
Z każdym dniem Paryż odkrywa jednak, że ten scenariusz jest fikcyjny. Przede wszystkim doskonale uzbrojone na arsenale odziedziczonym po Kaddafim ugrupowania terrorystyczne błyskawicznie rozszerzyły konflikt na sąsiednie kraje, zaczynając od Algierii. Nie ma już więc mowy o chirurgicznej operacji tylko o długim konflikcie, którego końca nie widać. Francuzi nie mają też komu przekazać niewdzięcznego zadania przywrócenia pokoju w Mali. Malijska armia istnieje tylko na papierze, podobnie jak oddziały, które miały utworzyć państwa afrykańskie. Także sojusznicy Francji z Unii Europejskiej i NATO nie spieszą się z wysłaniem do Afryki żołnierzy.
Wszystko to powoduje, że przynajmniej przez cały bieżący rok operacja w Mali będzie dla francuskiego budżetu poważnym obciążeniem. A jeśli islamscy zamachowcy, jak to już wielokrotnie bywało w przeszłości, uderzą w samej Francji, nastroje społeczeństwa i związana z tym kondycja gospodarki jeszcze bardziej się pogorszą, wpychając kraj w recesję. O obniżenie deficytu do poziomu z Maastricht trzeba będzie zapomnieć.
W tej trudnej sytuacji jest jednak dobra wiadomość. Hollande, dla którego poparcie spadło do dramatycznego poziomu jeszcze kilka tygodni temu, teraz odzyskuje nieco zaufania rodaków. Po raz pierwszy od wyborów w maju widzą oni w nim człowieka odważnego i gotowego do podjęcia trudnych decyzji. W sprawie Mali stanęły za nim wszystkie główne partie polityczne - podkreśla dziennik "Le Monde". Być może wykorzysta on niespodziewanie odzyskaną popularność do podjęcia także trudnych decyzji na polu gospodarczym, przede wszystkim gdy idzie o elastyczność rynku pracy, ograniczenie zabezpieczeń socjalnych, zmniejszenie obciążeń dla przedsiębiorstw. To w dłuższej perspektywie pozwoliłoby Francji odzyskać finansową równowagę, nawet jeśli wojna w Afryce będzie jeszcze trwała lata.
@RY1@i02/2013/014/i02.2013.014.00000060a.802.jpg@RY2@
Jędrzej Bielecki, dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Jędrzej Bielecki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu