Szkocja postanowiła zostać! Koniec? Może dopiero początek
Szkocja minimalną większością głosów postanowiła pozostać w unii z Anglią. Nieustające naciski na zwolenników niepodległości podziałały, dziwi tylko to, że te naciski nie odniosły większego skutku. To samo w sobie pokazuje, na ile głębokie są w Zjednoczonym Królestwie niezadowolenie z kierunku polityki krajowej, brak zaufania do polityków i brak wiary w partie polityczne. Podobne nastroje nie są bolączką wyłącznie Wielkiej Brytanii, to dotyczy całej Europy.
Jednocześnie szkockie referendum pokazało, że ludzie nie mają dość polityki jako takiej. Kiedy pojawiła się możliwość uczestnictwa w podejmowaniu decyzji, kiedy wyborcy uwierzyli, że każdy głos ma znaczenie, masowo stawili się przy urnach. Frekwencja na poziomie 85 proc. w nieobowiązkowym głosowaniu jest sama w sobie wspaniałym osiągnięciem i Szkocja może być z niego dumna, nawet jeśli wynik mocno rozczarował jedną ze stron. Przy odrobinie wzajemnego zrozumienia rana z czasem się zagoi.
Ważne jest, by nie lekceważyć dokonań ruchu na rzecz niepodległości. Z punktu widzenia psychologii wyjście Szkocji z unii można postrzegać jako stratę. Ten argument był lekceważony w ciągu ostatnich tygodni kampanii. Pomijając to, że przywódcy każdej z trzech głównych brytyjskich partii pośpieszyli do Szkocji, żeby zapewnić Szkotów o dozgonnej miłości, że w kampanię przeciwko niepodległości zaangażowało się mnóstwo celebrytów: od Micka Jaggera, Paula McCartneya i bardzo popularnego trenera piłkarskiego Aleksa Fergusona po aktorkę Judi Dench i autorkę powieści o Harrym Potterze J.K. Rowling (zwolenników rozstania się z Anglią wsparł żyjący w odosobnieniu na Bahamach odtwórca roli Jamesa Bonda, aktor Sean Connery), były również o wiele poważniejsze czynniki powodujące poczucie straty.
Obóz na "nie" otrzymał polityczne wsparcie od prezydenta Obamy i papieża Franciszka. Naciski na zwolenników niepodległości wzmocniły słowa szefa Komisji Europejskiej Jose Barroso, który powiedział, że niepodległa Szkocja będzie musiała się starać o członkostwo w UE, w podobnym tonie wypowiedziało się NATO. Kluczowe znaczenie miało podniesienie problemu szkockiej waluty przez Bank Anglii. Poczucie zagrożenia spotęgowało to, że część szkockich firm, zwłaszcza z sektora finansowego, zagroziła przeniesieniem siedzib do Anglii, a inne powiedziały, że będą musiały podnieść ceny towarów sprzedawanych na szkockim rynku. Jeśli dodać do tego obawy związane z wypłatą emerytur i finansowaniem usług publicznych, dziwi, że różnica głosów była tak niewielka.
Psychologia twierdzi, że człowiek przywiązuje większą wagę do strat niż analogicznych zysków. Zwolennicy niepodległości Szkocji postrzegali ją jako potencjalny zysk, tymczasem przeciwnicy uważali za potencjalną stratę. Dążenie do unikania strat lub przypisywane im znaczenie jest o około 20-40 proc. mocniejsze niż chęć zdobywania zysków, dlatego to, że zwolennicy niepodległości przegrali z tak małą różnicą, jest bardzo ważne.
Nie da się po prostu zignorować niezadowolenia narodu szkockiego rządem w Westminsterze. Wszystkie trzy główne partie polityczne obiecały Szkocji rozszerzenie niezależności, choć każda z nich rozumie to inaczej. Laburzyści są najbardziej powściągliwi, ale oni liczą, że Szkocja pozwoli im uzyskać większość wystarczającą do samodzielnego rządzenia, dlatego zbyt duża decentralizacja nie leży w ich interesie politycznym. Konserwatyści, praktycznie niereprezentowani w Szkocji, nie mają nic przeciwko jej fiskalnej niezależności, to pozwoliłoby im ciąć podatki i usługi publiczne bez ingerencji zza północnej granicy. Jeśli Szkoci chcą coś mieć, to proszę bardzo, ale muszą sami za to zapłacić! Co do liberalnych demokratów - oni popierają pomysł Wielkiej Brytanii jako federacji, co zgadza się z ich dążeniem do wzmocnienia lokalnych władz i lokalnej demokracji.
Znaczenie i skutki głosowania staną się oczywiste w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Kiedy zakończy się świętowanie jednej strony i rozpacz drugiej, a kwestia rozpadu Wielkiej Brytanii zniknie z pierwszych stron światowej prasy, pojawi się konieczność głębokiej refleksji i konstytucyjnych działań. Jak mogło dojść do sytuacji, w której obywatele Wielkiej Brytanii byli gotowi poprzeć rozpad Zjednoczonego Królestwa?
Na północy i zachodzie Anglii, jak również w innych częściach kraju, już chcą nowych rozwiązań konstytucyjnych. Manchester, jedno z najważniejszych angielskich miast, tydzień temu poprosił o rozszerzenie kompetencji lokalnych władz, pomysł poparło około dwudziestu mniejszych ośrodków regionu. Angielskie regiony i miasta ewidentnie mają dość dominacji rządu centralnego, zdominowanego ich zdaniem przez oderwane od rzeczywistości londyńskie elity. Próba uzyskania niepodległości przez Szkocję zakończyła się niepowodzeniem i może wydawać się, że to koniec, ale w rzeczywistości to może być zwiastun nowego początku Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej.
TŁUM. IC
@RY1@i02/2014/183/i02.2014.183.000000400.802.jpg@RY2@
Timothy Clapham psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Timothy Clapham
psycholog ekonomii, Uniwersytet Warszawski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu