Obawiam się umiejętności językowych Donalda Tuska
Stanowisko szefa Rady Europejskiej i jednocześnie wysoki przedstawiciel z Polski? To niemożliwe. Nie udałoby się nawet Niemcom - uważa Paul Ivan*
Jak pan ocenia szanse naszego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na stanowisko wysokiego przedstawiciela Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa?
Jedno jest pewne: wciąż znajduje się na liście. Najwyższymi stanowiskami w Brukseli podzieli się prawica z lewicą. Jeśli więc stanowisko szefa Rady Europejskiej przypadnie chadekom, to teka wysokiego przedstawiciela może przypaść Federice Mogherini. Na forum europejskim nie ma powszechnej zgody na kandydaturę włoskiej minister. Niemniej jednak odnoszę wrażenie, że sprzeciw względem jej kandydatury jest mniejszy niż jeszcze jakiś czas temu. Eskalacja konfliktu ukraińsko-rosyjskiego wskazywałaby, że stanowisko hi-repa powinien objąć ktoś z doświadczeniem.
Czyli w tej chwili jedyna pewna informacja jest taka, że jeszcze nic nie jest przesądzone.
Wokół obsady kluczowych unijnych stanowisk jest tym razem tyle spekulacji, że do ostatniej chwili nie będziemy mieli żadnej pewności. Myślę nawet, że przywódcy Wspólnoty mogą nas jeszcze zaskoczyć, tak jak to się stało w przypadku Hermana Van Rompuya i Catherine Ashton. Proszę zwrócić uwagę, że z punktu widzenia logiki procesu obsadzania stanowisk w Brukseli wiele atutów ma także Kristalina Georgiewa - jest kobietą i pochodzi z Europy Środkowej. Chociaż nie ma takiego politycznego wsparcia jak Włoszka.
Jak pan widzi szanse Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej?
Wasz premier cieszy się na forum europejskim niezłą opinią. Dodatkowo sprawuje władzę od wielu lat, więc ma doskonałe kwalifikacje do objęcia wysokiego stanowiska we Wspólnocie. Jednak z tego, co wiem, wielokrotnie dawał do zrozumienia, że nie interesują go posady w Brukseli.
To prawda. Niewykluczone jednak, że zmieni zdanie. Ostatnio jego kandydaturę wsparł premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Podobno też stanowisko szefa Rady Europejskiej proponowała mu Angela Merkel. Trudno o lepszy wyraz poparcia niż oferta złożona osobiście przez kanclerz Niemiec.
Obawiałbym się jednak umiejętności językowych premiera Tuska. Nie wiem, jak ze znajomością angielskiego jest u niego teraz. Oczywiście, w Brukseli nie brakuje wysokich rangą osób, którzy nie władają doskonałym angielskim. Na stanowisku szefa Rady Europejskiej jest to jednak wskazane, bowiem wiąże się ono z koniecznością nieustannego negocjowania i komunikowania się z osobami z innych państw.
Czy polski rząd mógłby chcieć zagrać va banque i spróbować obsadzić dwa kluczowe stanowiska - zarówno szefa Rady Europejskiej, jak i wysokiego przedstawiciela?
To jest niemożliwe. Coś takiego nie mogłoby się udać nawet Niemcom.
Gdybyśmy jednak spróbowali takiego chwytu jako elementu negocjacyjnej taktyki, w myśl której celowo licytuje się więcej, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo osiągnięcia swojego prawdziwego celu?
Nie można próbować wynegocjować czegoś, co jest poza zasięgiem jakichkolwiek negocjacji, aby następnie spuścić z tonu i powiedzieć - to my weźmiemy tylko połowę tego. W kontekście reguł obsadzania stanowisk w Brukseli europejscy partnerzy natychmiast by taką taktykę przejrzeli jako nieszczerą.
Rozmawiał Kuba Kapiszewski
- analityk European Policy Centre. Pracował w rumuńskiej dyplomacji, Centre for European Policy Studies, a także w Europejskiej Służbie Działań Zewnętrznych.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu