Największą ofiarą minionego kryzysu okazała się młodzież. Straciła szansę na godną pracę i płacę
Prawie zawsze w historii, gdy młodzi wychodzili na ulicę, oznaczało to rewolucję. Tym razem - jedynie destabilizację
Sytuacja młodych wygląda najmniej optymistycznie w państwach południowej Europy. Zapowiedzi, jakoby w przyszłym roku wszystkie kraje UE miały zanotować wzrost gospodarczy, nie materializują się pod postacią nowych miejsc pracy. Statystyki kreślą przygnębiający obraz straconego pokolenia. W Hiszpanii jest 24 proc. młodych w wieku 15-34 lat, którzy nie mają pracy, nie uczą się i nie odbywają żadnej praktyki. We Włoszech - 27,3 proc., a w Grecji - aż 31,1 proc.
Jeszcze gorzej wyglądają statystyki dotyczące bezrobocia. Wśród młodych do 25 lat w Hiszpanii i Grecji przekracza ono 50 proc., we Włoszech wynosi 42,6 proc. Młodzi Europejczycy, chociaż wyszli na ulicę, nie wywrócili jednak scen politycznych swoich krajów - tylko lekko nimi zatrzęśli. Protesty zmobilizowały najwięcej młodych w Hiszpanii, ale też na Półwyspie Iberyjskim kontrast między latami przedkryzysowej prosperity, zwanej tam "las vacas gordas" - latami tłustych krów - a pokryzysowej austerity jest największy.
Zaczęło się oczywiście od internetu, a konkretnie od grupy Democracia Real YA, czyli Prawdziwa demokracja TERAZ. W maju 2011 r. udało jej się wyprowadzić na ulice Madrytu nawet pół miliona ludzi. W stolicy Hiszpanii, na placu Puerta del Sol, stanęło także miasteczko namiotowe podobne do tego, jakie w nowojorskim Zuccotti Park rozbili członkowie ruchu Occupy Wall Street (OWS). Lokatorów nazwano "los indignados", czyli "oburzeni, wściekli".
Eksperci przewidywali, że okupujący Puerta del Sol mogą stać się katalizatorem zmian na hiszpańskiej scenie politycznej. Jednak Jose Luis Zapatero nie pożegnał się z fotelem premiera przez młodych, bo wielu protestowało, nie głosując. Rozgoryczeni mówili, że nie czują się reprezentowani przez żadną opcję polityczną. Widać to po frekwencji: w listopadzie 2011 r. wyniosła 68,9 proc., chociaż w poprzednich wyborach w 2008 r. było to 73,8 proc., a cztery lata wcześniej - 75,7 proc. W związku z tym przedwczesne wybory wygrała jak najbardziej establishmentowa Partia Ludowa, a premierem został Mariano Rajoy.
Jedną polityczną spuścizną po "los indignados" jest partia Podemos (co po hiszpańsku znaczy "możemy") założona przez politologa z jednej z madryckich uczelni Pablo Iglesiasa Turrióna. Ten wykładowca nigdy nie krył się z chęcią wywrócenia hiszpańskiej sceny politycznej do góry nogami i pozbawienia władzy duopolu socjalistów i ludowców. Dlatego też wynik wyborczy swojego ugrupowania w wyborach do Parlamentu Europejskiego, gdzie Podemos zdobyła 8 proc. głosów i pięć mandatów, skomentował krótko: "porażka". Po czym obiecał, że dalej będzie się starał rozbić skostniały układ polityczny w Madrycie.
Inaczej sytuacja miała się we Włoszech. Tutaj protesty z końca 2013 r. nie przyciągnęły tak dużej liczby osób jak w Hiszpanii. Włosi woleli zostać w domach i poczekać do następnych wyborów. Okazję do zrobienia na złość politykom zapewnił im komik Beppe Grillo ze swoim populistycznym i antysystemowym Ruchem Pięciu Gwiazd (M5S). Elektorat nagrodził jego retorykę protestu 26 proc. głosów w wyborach do włoskiego parlamentu, czyniąc ruch drugą siłą polityczną w izbie niższej. Poparcie to utrzymało się mniej więcej do eurowyborów, gdzie 21 proc. pozwoliło zwolennikom Grilla utrzymać drugą pozycję i zapewniło 17 mandatów w Brukseli.
Sondaże wskazywały, że Grillo przyciągnął głównie młodego wyborcę, w tym 35 proc. głosujących w wieku 18-24 lat i 29 proc. w wieku 25-34 lat. Wśród studentów udało mu się zebrać rekordowe 37 proc. głosów. Jak jednak wskazywał Nicola Maggini z Uniwersytetu we Florencji, to nie wiek przesądzał o tym, że wyborcy oddawali głos na M5S. Zdaniem Magginiego analiza skłonności do oddania głosu na Grilla wskazywała na znacznie większe znaczenie takich zmiennych, jak miejsce zamieszkania, przywiązanie do wartości libertariańskich czy nastawienie względem euro i częstotliwość korzystania z internetu.
Młodym nie udało się wpłynąć na ogólny kierunek polityczny nawet w Grecji. Zainspirowani przez kolegów z Hiszpanii nazwali swój ruch Amesi Dimokratia Tora! (Demokracja Bezpośrednia Teraz!). Nie zdecydowali się na stawianie miasteczek, były za to płonące samochody i brutalna reakcja policji na protesty. Społeczeństwo z kolei odreagowało kryzys udzieleniem silnego mandatu partiom ekstremalnym, jak Koalicja Radykalnej Lewicy (SIRIZA) oraz Złoty Świt.
Ta pierwsza w wyborach w czerwcu 2012 r. zdobyła 27 proc. głosów, stając się drugą siłą w greckim parlamencie i minimalnie przegrywając ze zwycięską Nową Demokracją. Stratę tę odbiła sobie podczas tegorocznych eurowyborów, zdobywając najwięcej głosów. Sondaże wyborcze pokazywały, że na SIRIZA chce oddać głos 29,3 proc. ludzi w grupie wiekowej 18-24 lata. W innych grupach wiekowych poparcie plasowało się jednak na podobnym poziomie, a w grupach 45-54 lata i 55-64 lata było nawet nieznacznie wyższe.
Młodzi Włosi, Grecy, Hiszpanie - nikt z nich nie obalił władzy
@RY1@i02/2014/150/i02.2014.150.00000020c.803.jpg@RY2@
AP
Ponad 50 proc. Greków poniżej 25. roku życia nie ma pracy
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu