Wybory na zapleczu wycofujących się zagranicznych wojsk
5 kwietnia Afgańczycy wybiorą prezydenta. Nie ma żelaznego faworyta. Są obawy przed fałszerstwami i wojną domową. Fałszerstw nie da się uniknąć. Wojny - da
Kandydatów jest dziesięciu (niedawno z rywalizacji wycofał się brat urzędującego prezydenta Qayoum Karzai). Największe szanse na przejście do prawdopodobnej drugiej rundy mają Abdullah Abdullah, Aszraf Ghani Ahmadzai i Zalmay Rassoul. Afgańska polityka charakteryzuje się tym, że żaden z nich nie ma dobrze zdefiniowanego programu wyborczego. Kandydaci operują ogólnikami. Na przykład, że trzeba poprawić sytuację gospodarczą. Większe znaczenie ma to, z jakiej grupy etnicznej się wywodzą, czego dotychczas dokonali i kto ich popiera. I tak Abdullah Abdullah, pół-Tadżyk, pół-Pasztun, w czasie wojny z ZSRR walczył u boku legendarnego komendanta Massouda i dzięki temu będzie mu łatwiej o głosy wyborców z północy. Za to południe kraju, gdzie narodził się ruch Talików, jest mu niechętne.
Drugi z faworytów, Pasztun Aszraf Ghani, to były minister finansów, który pracował dla Banku Światowego.
Ubiegający się o urząd prezentują także swoich potencjalnych zastępców. Jednym z kandydatów na wiceprezydenta zaprezentowanym przez Ghaniego jest Abdul Raszid Dostum, Uzbek, który wsławił się odbiciem od talibów drugiego co do wielkości miasta Afganistanu Mazar e Sharif. I tym, że na kilkuset talibach pojmanych przez jego żołnierzy wykonano egzekucję.
Trzeci z tych, którzy mają szanse na wygraną, to też Pasztun Zalmay Rassoul, który uważany jest za polityka zależnego od urzędującego prezydenta Hamida Karzaia. Jest on najstarszy (72 lata) i nie ma żony, co wywołuje pewne zdziwienie. Za to jego kandydatem na wiceprezydenta jest Habiba Sarobi, która wywodzi się ze społeczności Hazarów. Wcześniej była ministrem spraw zagranicznych.
Jakie problemy mogą się pojawić podczas wyborów? - Obserwatorzy powinni się skupić na dwóch tygodniach po 5 kwietnia, kiedy będzie się odbywać liczenie głosów. To wtedy pojawi się największe zagrożenie oszustwami - mówi DGP Christine Roehrs z kabulskiego think tanku Afghanistan Analysts Network. Do fałszerstw dojdzie na pewno. Pytanie, w jakiej skali. Czy wpłyną istotnie na wynik wyborów i czy dojdzie do jakiegoś głośnego skandalu, który przegranym pozwoli zakwestionować wynik.
Dyżurnym problemem w Afganistanie jest kwestia bezpieczeństwa. W kraju wyznaczono prawie 7 tys. tzw. centrów wyborczych, gdzie będzie można oddawać głosy. Wiele z nich nie zostanie otwartych, ponieważ nie we wszystkich miejscach władzę sprawuje rząd. Część górskich rejonów wciąż jest pod władzą talibów i nic nie zapowiada, by w najbliższej przyszłości miało się to zmienić. - Nie uda nam się przeprowadzić wyborów w dystrykcie Nawa - przyznaje przedstawiciel Niezależnej Komisji Wyborczej z prowincji Ghazni, w której wciąż stacjonują Polacy.
Pytanie o uczciwość wyborów pojawia się także w związku z tym, że w Afganistanie jest ok. 27 mln obywateli, z czego ok. 50 proc. ma powyżej 18 lat i może głosować, a zarejestrowanych jest ok. 20 mln wyborców. Na dodatek ze względów kulturowych karty wyborcze dla kobiet nie mają ich zdjęcia, tak więc możliwość kilkakrotnego głosowania jest ułatwiona. Nie przeszkodzi temu także zwyczaj barwienia tuszem palców tych, którzy już głosowali. W tym roku barwnik ma być jeszcze lepszy i oznaczane mają być dwa, a nie jeden palec.
Nowego prezydenta poznamy zapewne w czerwcu, gdy zostaną zliczone głosy z drugiej tury wyborów.
@RY1@i02/2014/057/i02.2014.057.00000070a.802.jpg@RY2@
AP
Zwolennicy Zalmaya Rassoula. Tu liczy się, z jakiego jesteś klanu
Maciej Miłosz
korespondencja z Kabulu
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu