Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Wspólnota nie może dłużej czekać, będą sankcje dla Janukowycza i jego ludzi

28 czerwca 2018

Zakaz wjazdu do UE, zamrożenie kont i restrykcje wobec biznesów powiązanych z władzą. To środki nacisku, jakich może użyć Bruksela

Dziś unijni ministrowie spraw zagranicznych będą rozmawiać w Brukseli o nałożeniu sankcji na osoby z ukraińskiego establishmentu odpowiedzialne za rozlew krwi w Kijowie. Lista jest gotowa. Tym razem zostanie najpewniej zaakceptowana.

Sankcje mają być precyzyjnie wymierzone w Wiktora Janukowycza i jego otoczenie, np. szefa MSW Witalija Zacharczenkę czy szefa administracji prezydenta Andrija Klujewa. Chodzi o to, aby to gracze zaangażowani w scenariusz siłowy odczuli straty, a nie ukraińskie społeczeństwo i gospodarka, która jest na granicy bankructwa. Mówił o tym wczoraj w trakcie sejmowej debaty o Ukrainie premier Donald Tusk.

To najprawdopodobniej będzie oznaczać zakaz wjazdu na terytorium 28 państw Wspólnoty dla wskazanych przedstawicieli ekipy Janukowycza, zamrożenie ich kont w bankach na terenie UE oraz restrykcje w stosunku do prowadzonych przez nich bądź powiązanych z nimi biznesów. Podobne sankcje Unia stosuje wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki na Białorusi. Przy czym Łukaszenka w przeciwieństwie do ludzi Janukowycza nie trzyma pieniędzy w zachodnich bankach.

Po tym jak nałożenie sankcji poparli wczoraj prezydent Francji Francois Hollande i kanclerz Niemiec Angela Merkel, czyli przywódcy dwóch najbardziej wpływowych państw Wspólnoty, zastosowanie takiego rozwiązania jest prawdopodobne, tym bardziej że już wcześniej poparło je kilka innych państw.

Choć taki zakres sankcji nie budzi większych kontrowersji, do tej pory Unia wstrzymywała się z ich zastosowaniem, choć ta sprawa na spotkaniach szefów dyplomacji była omawiana już dwukrotnie. Jako pierwszy o możliwości sankcji wspomniał minister spraw zagranicznych Szwecji Carl Bildt. Było to 20 stycznia, zanim w Kijowie były ofiary śmiertelne. Dwa dni później, gdy byli już zabici, wezwał do tego szef litewskiej dyplomacji Linas Linkevicius. I to Litwa była jedynym państwem, które opowiedziało się za ich wprowadzeniem. Pozostałe przychyliły się do forsowanego przez Niemcy stanowiska, że Unia powinna się koncentrować na dyplomatycznym rozwiązywaniu konfliktu. Spora część państw - zwłaszcza z południowej i zachodniej części kontynentu - nie miała zdania.

Ponownie sprawa sankcji omawiana była na spotkaniu 10 lutego. Mimo iż kilka dni wcześniej Parlament Europejski wezwał do wymierzenia sankcji, tzn. zakazu wjazdu do UE i zamrożenia aktywów, a o takim rozwiązaniu mówił też minister spraw zagranicznych Czech, decyzji nie podjęto. - Zgodziliśmy się, że w tej chwili nie ma potrzeby decydować o sankcjach. Ale jeśli zobaczymy, że Janukowycz i jego ludzie będą nadal blokować dialog, będziemy musieli porozmawiać o sankcjach - oświadczył niemiecki minister Frank-Walter Steinmeier. Kuriozalne było zwłaszcza stanowisko sprawującej obecnie unijną prezydencję Grecji, która swój sprzeciw wyjaśniła "solidarnością i szacunkiem dla narodu ukraińskiego".

Bardziej zdecydowane okazały się Stany Zjednoczone, które tuż po tym jak pojawiła się informacja o pierwszych zabitych, unieważniły wizy dla osób odpowiedzialnych za tłumienie protestów. Lista nazwisk nie jest ujawniana, ale prawdopodobnie liczy ona 20 osób, wśród których jest szef ukraińskiego MSW. Kilka dni później Waszyngton poinformował też o przygotowywaniu sankcji finansowych.

@RY1@i02/2014/035/i02.2014.035.00000030a.802.jpg@RY2@

Co i kiedy unijni politycy mówili o sankcjach

Bartłomiej Niedziński

bartlomiej.niedzinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.