Chińsko-chiński ping-pong
Pekińska dyplomacja cieszy się z „odwojowania” Hondurasu, ale nie przebiera w słowach, komentując wojaż tajwańskiej liderki i jego potencjalne efekty. Oba kraje odnoszą dyplomatyczne sukcesy i ponoszą porażki, od których w dużym stopniu zależy przyszłość świata
Minister spraw zagranicznych Hondurasu Eduardo Enrique Reina udał się do Pekinu na polecenie prezydent Xiomary Castro, aby „promować ustanowienie stosunków dyplomatycznych” swego kraju z Chińską Republiką Ludową. Automatycznie oznaczałoby to zerwanie dotychczasowych relacji z Tajwanem. Tymczasem w Tajpej trwają ostatnie przygotowania do wielkiej podróży prezydent wyspiarskiej Republiki Chińskiej, pani Tsai Ing-wen. Ma ona odwiedzić swych dyplomatycznych sojuszników w Ameryce Łacińskiej, na Karaibach i Pacyfiku, zahaczając po drodze o Stany Zjednoczone.
Dyplomacja książeczek czekowych
Honduras to małe, biedne państewko, ale w jego przypadku stawka chińsko-chińskiej rywalizacji jest wyższa, niż wynika z suchych danych o ludności, PKB czy wskaźnikach handlowych. Niegdyś, wraz z innymi krajami regionu, stanowił pewną bazę dla międzynarodowych aspiracji Tajwanu – więc jego wyłamanie się ma w dużej mierze charakter symboliczny. Z niepokojem patrzą na to Stany Zjednoczone, bo Ameryka Środkowa to ich strategiczne „miękkie podbrzusze” i zwiększenie wpływów ChRL w tej okolicy grozi konsekwencjami dla bezpieczeństwa samego supermocarstwa.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.