Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Polityka zagraniczna

Unijna prezydencja urzędników

11 lipca 2024
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

V iktor Orbán rozpoczął półroczne węgierskie przewodnictwo w Radzie UE widowiskowo i efektownie. W trumpowskim stylu wypełnił buntownicze bingo wszystkimi ruchami, które cały unijny mainstream mógł uznać za co najmniej kontrowersyjne. Po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim Orbán poleciał do Moskwy na rozmowy z Putinem, a następnie do Chin na spotkanie z Xi Jinpingiem. Można oceniać te ruchy jako politycznie skuteczne lub nieskuteczne, jako wyraz arogancji albo odwagi, głupoty i naiwności lub sprytu, ale nie podlega dyskusji, że premier Węgier robi to, przekraczając swoje uprawnienia. Prezydencja w Radzie UE nie uprawnia premiera ani prezydenta sprawującego ją kraju do reprezentowania UE na zewnątrz. To rola, po pierwsze, przewodniczącego Rady Europejskiej (jedna z nielicznych zresztą), po drugie, przewodniczącej Komisji Europejskiej, a po trzecie, szefa unijnej dyplomacji. Konstrukcja prezydencji jest pod tym względem bardzo jednoznaczna – żeby nie było wątpliwości, kraj sprawujący prezydencję organizuje posiedzenia wszystkich rad (zgromadzeń ministrów państw członkowskich) z wyjątkiem Rady ds. Zagranicznych. I nikt nigdy nie miał co do tego wątpliwości.

Trudno podejrzewać tak doświadczonego polityka jak Orbán o nieznajomość tych zasad. Jego działanie jest obliczone na efekt, na zdjęcia i rolki w mediach społecznościowych, na hasła i prawdziwie prosty przekaz, który ma utrwalić jego wizerunek kontrowersyjnego polityka nieobawiającego się biurokratycznych, zmurszałych elit. W istocie węgierski rząd, który miał m.in. stworzyć nowy plan dla polityki rolnej, wzmacniać politykę obronną UE czy proponować nowe plany demograficzne dla Europy, skupia się na promocji swojego lidera. Orbán konsekwentnie jednak wizerunkowe zagrania stara się podbudowywać twardymi, politycznymi faktami. A za taki uchodzi stworzenie trzeciej największej siły w PE – Patriotów dla Europy. Na chocholim tańcu Marine Le Pen i Giorgii Meloni skorzystał niczym wytrawny międzynarodowy gracz. Wszedł klinem między wyrazistych liderów różnych prawicowych stronnictw i połączył je w jedną – jak na razie – dość spójną frakcję. Oczywiście mimo trzeciej lokaty Patriotów dla Europy, dominujące w UE siły, Europejska

Partia Ludowa i socjaliści oraz liberałowie będą dążyć do marginalizowania środowiska wokół Orbána. Polityka odgradzania kordonem sanitarnym to wciąż dominujące podejście, zwłaszcza po lewicowej i liberalnej stronie europejskiej sceny politycznej. Nieco więcej refleksji jest w EPP, która ma świadomość wzrostu sympatii dla prawicowych środowisk i sama próbuje w swojej agendzie kłaść nacisk na kwestie bezpieczeństwa, obronności, walki z nielegalną migracją, co – przynajmniej w teorii – ma wytrącić oręż z rąk takich postaci jak lider Fideszu.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.