Sojusz i traktat. Putin i Kim ramię w ramię
Amunicja i pociski balistyczne – to ukryty za komunistyczną oprawą i wspólnymi deklaracjami cel wizyty Władimira Putina w Korei Północnej
Typowo północnokoreańska pompa, czyli czerwone dywany, saluty żołnierzy oraz dzieci machające flagami, balonami oraz portretami przywódców, powitała Władimira Putina na placu Kim Ir Sena w Pjongjangu, tradycyjnym miejscu defilad. Ze zmarłym w 1994 r. założycielem Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej rosyjski prezydent nie widział się nigdy, ale w kilka tygodni po przejęciu władzy na Kremlu odwiedził jego syna – Kim Dzong Ila. Było to dokładnie 24 lata temu, strony podpisały wtedy traktat o przyjaźni, dobrosąsiedzkich stosunkach oraz współpracy, którego szczegóły nigdy nie zostały udostępnione.
Teraz wraz z wnukiem Kim Ir Sena, Kim Dzong Unem, Putin złożył podpisy pod porozumieniem o wszechstronnym partnerstwie strategicznym, zastępującym traktat sprzed ćwierć wieku. Jak donosi Associated Press, ma ono charakter sojuszniczy, a głównym punktem jest zobowiązanie dotyczące wzajemnej pomocy w przypadku ataku na którekolwiek z państw. – To nasz najsilniejszy traktat – zapewniał Kim. Putin mówił natomiast o „przełomowym dokumencie” i „nowym poziomie”. A także dziękował izolowanej międzynarodowo komunistycznej dyktaturze za wsparcie dla Rosji w toczonej przez nią wojnie w Ukrainie, którą nazwał „walką przeciwko imperialistycznie hegemonistycznej polityce USA oraz amerykańskich satelitów”. W Pjongjangu Putinowi towarzyszył m.in. szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow i nowy minister obrony Andriej Biełousow.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.