Prezydencki poker
Emmanuel Macron postawił wszystko na jedną kartę. I musi być świadom, że to może się nie opłacić ani jemu, ani Francji
Niedzielny wieczór. Od razu po zakończeniu wyborów do Parlamentu Europejskiego padają pierwsze – sondażowe – wyniki. Aż 33 proc. głosów zdobyło Zjednoczenie Narodowe (Rassemblement National, RN), skrajnie prawicowa, antyimigrancka i w pewnym stopniu antysystemowa partia, wciąż kojarzona z nazwiskiem Le Pen, choć kierowana jest przez Jordana Bardellę.
Sama wygrana RN nie jest niespodzianką, bo zapowiadały ją sondaże. Partia Marine Le Pen jest zresztą w PE obecna od dawna. Szok wywołują proporcje – prezydenckie ugrupowanie zdobywa ledwie ok. 14 proc. głosów. I choć wyniki zostaną ostatecznie zrewidowane, nie zmienią się zasadnicze proporcje: to ogromna porażka Emmanuela Macrona. Mija kilka kolejnych minut od ogłoszenia wyników sondaży. Jordan Bardella wzywa prezydenta do rozwiązania Zgromadzenia Narodowego. Wydaje się, że to gra: RN od dwóch lat nieustannie powtarza, że chce „wziąć odpowiedzialność za Francję”. Wszyscy uważają to za element strategii pokazywania Francuzom, że jest partią jak inne.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.