USA szykują odwet
Amerykańskie służby specjalne ustalają listę potencjalnych celów do ataku w Jemenie. To odpowiedź na próbę zamachu Al-Kaidy na samolot pasażerski
USA są coraz mocniej przekonane, że terrorysta, który próbował wysadzić się na pokładzie amerykańskiej maszyny, działał w porozumieniu z rezydującą w Jemenie Al-Kaidą.
Jak przyznali dziennikarzom stacji CNN dwaj urzędnicy administracji prezydenta Baracka Obamy, służby chcą być gotowe na sytuację, w której Biały Dom zdecyduje się na wydanie rozkazu ataku. Nie chodzi jednak tylko o ewentualny nalot. - Jemen nie zezwolił jeszcze na operacje sił wyposażonych w helikoptery, w ramach których amerykańscy komandosi schwytaliby potencjalnych podejrzanych celem przesłuchania - twierdzi jeden z rozmówców CNN. - Jest to jednak opcja, na którą USA chciałyby mieć zgodę Jemeńczyków - dodaje.
Z danych, jakimi dysponuje Waszyngton, wynika, że w Jemenie istnieje co najmniej kilka obozów Al-Kaidy, w których szkoli się kilkudziesięciu bojowników. Sami Jemeńczycy przyznają, że ich kraj może być schronieniem dla znacznie większej grupy. - Nie potrafię podać dokładnej liczby - mówił niedawno w wywiadzie dla stacji BBC minister spraw zagranicznych tego arabskiego państwa Abu Bakr Al-Kibri. - Mogą być ich setki. Dwustu, trzystu... Nie mam na ten temat wiarygodnych danych - tłumaczył.
Jemeńczycy skarżą się, że Al-Kaida prosperuje w ich kraju, bo Zachód nie udziela im realnej pomocy w walce z terroryzmem. Dopiero w ostatnich tygodniach przy wsparciu amerykańskiego wywiadu władze w Sanie przeprowadziły kilka operacji wymierzonych w bazy Al-Kaidy w odludnych częściach kraju. Bombardowania wybranych celów miały miejsce m.in. 17 i 24 grudnia, w przeddzień próby zamachu na samolot linii Delta.
Amerykanie obawiają się też, że Umar Faruk Abdulmutallab - niedoszły zamachowiec z 25 grudnia - nie był jedynym bojownikiem, który przygotowywał się w Jemenie do przeprowadzenia ataku. Jednak zdaniem ekspertów Waszyngton nie zdecyduje się na radykalne działania. - Amerykanie już są w Jemenie, na pomoc dla rządu w Sanie wydali kilkadziesiąt milionów dolarów, a ich siły specjalne szkolą tamtejszą armię - mówi nam Paul Rogers, specjalista ds. bezpieczeństwa międzynarodowego z uniwersytetu w Bradford. - Nie mogą jednak pozwolić sobie na otwarty udział w kampanii przeciw lokalnym islamistom: już dziś poziom antyamerykańskich nastrojów w Jemenie jest wyjątkowo wysoki, a propagandziści Al-Kaidy zaprezentowaliby jakąkolwiek poważniejszą operację jako atak USA na kolejny kraj muzułmański - dodaje.
Według niego bezpośrednią odpowiedzią na zamach z 25 grudnia będzie wyłącznie nalot na ograniczoną skalę z użyciem samolotów bezzałogowych lub rakiet. Jednocześnie w następnych miesiącach USA będą konsekwentnie zwiększać swoją obecność w Jemenie i pomoc dla tamtejszego rządu. Ale tak, by miejscowym nie rzucało się to w oczy.
@RY1@i02/2009/255/i02.2009.255.000.009a.001.jpg@RY2@
W pobliżu Jemenu pływa już potężna amerykańska Piąta Flota
US Navy
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu