Izraelski test z fiskusem
PODATEK NEGATYWNY jest skuteczniejszym sposobem na likwidowanie biedy niż subwencje socjalne, uważa izraelski bank centralny. I co najważniesze, nie zniechęca do podejmowania pracy
Izrael z powodzeniem testuje nietypowy sposób na walkę z ubóstwem. Złotym środkiem ma być podatek negatywny. Bank centralny państwa zakończył właśnie pilotażowy projekt subwencji fiskalnych dla rodzin, których dochody są mniejsze niż minimum socjalne.
Mechanizm działania podatku negatywnego tłumaczy związany z NBP portal obserwatorfinansowy.pl. Dopłata dotyczy różnicy między progiem biedy a faktycznym dochodem gospodarstwa domowego. Państwo wypłaca ją w wysokości najniższego prógu podatkowego. Tak więc jeśli próg ubóstwa wynosi w Izraelu równowartość 12 tys. dol. rocznego dochodu dla rodziny, a najniższa stawka podatkowa to 25 proc., gospodarstwo o rocznym dochodzie 10 tys. dol. dostanie od fiskusa 500 dol. (jedna czwarta różnicy między oczekiwanym minimum a faktycznym dochodem podatnika). Subwencja jest więc znacząca, ale nie na tyle duża, aby skłonić beneficjenta do rezygnacji z pracy.
- Rekomendujemy objęcie całego Izraela tym rozwiązaniem - mówi Karnit Flug, dyrektor departamentu badań Banku Izraela. Jego zdaniem podatek negatywny ma wiele atutów w porównaniu z typowymi subwencjami socjalnymi. Najważniejszy: nie zniechęca do podejmowania pracy. Jest też skuteczny: dzięki niemu w czterech badanych gminach w Jerozolimie, Nazarecie, Haderze i Aszkelonie udało się w ciągu roku ograniczyć liczbę osób żyjących poniżej progu ubóstwa o 4,5 proc. Średni dochód wszystkich osób korzystających z podatku negatywnego zwiększył się o 12 procent.
"Choć dla osób, których dochody pozostają niewiele niższe od ustalonego minimum, nowy mechanizm nie przynosi znaczących subwencji, zainteresowanie tą formą pomocy było duże" - pisze w swojej analizie Bank Izraela. Skorzystało z niego 45 proc. spośród 16 tys. uprawnionych osób. To kolejny argument za wprowadzeniem w kraju nowej formy pomocy. Gdyby tak się stało, oznacza to poważne oszczędności budżetowe: wyeliminowałoby biurokratyczny aparat urzędniczy, który zajmuje się rozdzieleniem subwencji.
Zdaniem Karnita Fluga, gdyby eksperyment trwał dłużej i objął ok. 300 tys. osób, pozwoliłby na wydobycie z ubóstwa 2300 rodzin. Budżet państwa musiałby jednak wypłacać rocznie subwencję odpowiadającą prawie 400 mln zł. Ale znaczna część tych pieniędzy wróciłaby do państwa w postaci zaoszczędzonej pomocy socjalnej, a w przyszłości - przychodów podatkowych od osób, którym zaczęło się lepiej powodzić.
Gabinet Benjamina Netanjahu w najbliższych tygodniach podejmie decyzję, czy rozszerzyć eksperyment na większą grupę ludności, a docelowo - na cały kraj. W takim przypadku Izrael byłby pierwszym krajem należącym do OECD, który zdecydowałby się na taką rewolucję.
Pomysł podatku negatywnego wylansowała w latach 40. XX wieku wywodząca się z grupy brytyjskich liberałów Juliet Rhys-Williams. Jej ideę rozwinął w ramach koncepcji podatku liniowego amerykański ekonomista Milton Friedman. Zaproponował on, aby podatki płacono tylko od dochodów uzyskiwanych powyżej pewnego limitu, natomiast osoby, które nie osiągają tej wielkości, otrzymywały od państwa częściową refundację. Do takiego rozwiązania chciał przekonać Kongres prezydent Richard Nixon. Nigdy jednak do tego nie doszło ze względu na skomplikowaną strukturę amerykańskiego systemu fiskalnego. Jego wprowadzenie wymagałoby całkowitej przebudowy tego systemu. J.Bie.
@RY1@i02/2010/176/i02.2010.176.000.008a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Jerozolimskie stołówki dla najuboższych wydają dziennie setki darmowych obiadów
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu