Iran rusza na pomoc Hamasowi
Irański Czerwony Półksiężyc zapowiada, że jeszcze w tym tygodniu wyśle do Strefy dwa statki z artykułami pierwszej potrzeby. Jednocześnie paramilitarny Korpus Strażników Rewolucji ogłosił, że jego okręty mają zamiar eskortować ten konwój.
- Pierwszy statek zabierze rzeczy przekazane dla Palestyńczyków przez darczyńców, na drugi zostaną zaokrętowani pracownicy organizacji humanitarnych. Statek zostanie wysłany do Gazy pod koniec tygodnia - oświadczył jeszcze w niedzielę szef Czerwonego Półksiężyca ds. międzynarodowych Abdolrauf Adibzadeh. Organizacja wezwała też ochotników, by rejestrowali się na jej witrynie i zgłaszali do uczestniczenia w tym przedsięwzięciu.
To nie pierwszy raz, kiedy Irańczycy próbują sforsować izraelską blokadę. Poprzednia tego typu próba miała miejsce w 2008 r. Wówczas statek Czerwonego Półksiężyca został zatrzymany przez Izraelczyków i odesłany z powrotem. Tym razem jednak konfrontacja może mieć znacznie poważniejszy przebieg: irański Korpus Strażników Rewolucji, tzw. pazdarzy - wpływowa quasi-armia, która dla władz Iranu ma większe znaczenie niż regularne wojsko - zapowiada, że statki z pomocą humanitarną będą eskortowane przez siły morskie korpusu. - Jeśli tylko najwyższy przywódca wyda taki rozkaz, marynarka wojenna strażników użyje swych możliwości i wyposażenia, by eskortować flotyllę do Gazy - ogłosił szef sił morskich pazdarów Ali Szirazi.
Eksperci są jednak zdania, że Teheran nie ma możliwości technicznych skutecznego stawienia czoła izraelskiej marynarce wojennej, nie ma takiej woli politycznej. - Marynarka Korpusu Strażników Rewolucji dysponuje bardzo szybkimi, ale niewielkimi łodziami. One są przystosowane do wojny nieregularnej w Zatoce Perskiej, a nie do konwojowania innych statków. W tym celu musiałaby jednak zaangażować regularne siły zbrojne, co prawdopodobnie nie wchodzi w rachubę - mówi "DGP" Ali Alfoneh, ekspert waszyngtońskiego American Enterprise Institute. - Oczywiście Teheran bardzo często używa tych sił do pokazywania swoich możliwości: nie tak dawno wysłał je na wody Zatoki Omańskiej i Rogu Afryki, by ścigały piratów. Ale nie jest chyba skłonny do realnej konfrontacji - tłumaczy Alfoneh.
Jak podkreślają komentatorzy, wszelkie działania, jakie Iran podejmuje przeciwko Izraelowi czy Stanom Zjednoczonym, prowadzone są z pomocą stron trzecich. Pazdarzy - którzy po 1979 r. mieli odpowiadać za "eksport rewolucji islamskiej" do innych krajów Bliskiego Wschodu, a potem świata muzułmańskiego - zbroją i szkolą dziś przede wszystkim libański Hezbollah i radykałów z rządzącego Strefą Gazy palestyńskiego Hamasu. Są też obecni w Iraku - gdzie jeszcze do niedawna wspierali Armię Mahdiego pod przywództwem Muktady As-Sadra - oraz w zachodnim Afganistanie. Wysłannicy korpusu w poprzednich latach budowali też sieci wpływów w krajach takich jak Jemen, Sudan czy Erytrea. Inspirowali nawet antykrólewskie spiski w Arabii Saudyjskiej.
- Nigdy jednak Iran nie zaangażował się w bezpośredni konflikt z Izraelczykami. Nawet w czasie wojny domowej w Libanie w latach 80., kiedy setki pazdarów urzędowało tuż przy granicy z Izraelem, obie strony nie wymieniły nawet jednego strzału - podkreśla Alfoneh.
Możliwość, że tym razem Teheran postawi na otwartą konfrontację z Jerozolimą, jest więc niewielka: stawka byłaby zbyt wysoka. - Co nie znaczy, że Iran nie spróbuje nakręcić napięcia wokół ostatnich incydentów na Morzu Śródziemnym. Wszystko dobre, co odwraca uwagę świata od irańskiego programu nuklearnego - konkluduje amerykański ekspert.
@RY1@i02/2010/109/i02.2010.109.000.014a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Jeśli Strażnicy Rewolucji zaangażują się do ochrony okrętów, może dojść do konfliktu między Jerozolimą i Teheranem
Mariusz Janik
mariusz.janik@infor.pl
London School of Economics
Dziś na Bliskim Wschodzie toczy się rywalizacja o to, kto będzie największym obrońcą Palestyńczyków. A docelowo - kto będzie najważniejszym graczem w świecie muzułmańskim.
Stąd bierze się irański pomysł na wysłanie do Strefy Gazy konwoju eskortowanego przez Strażników Rewolucji. Takie przedsięwzięcie byłoby jednak tragiczne w skutkach: nie chodzi przecież o inicjatywę jakiejś organizacji pozarządowej, lecz samego rządu, i to otwarcie wrogiego wobec Izraela.
Tyle że Teheran nie ma innej możliwości zademonstrowania swojej pomocy dla Palestyńczyków. Turcy nie zgodzą się na wspólne inicjatywy, bo sami - od prawie półtora roku - występują jako największy adwokat ludności w enklawie. A także jako polityczne i dyplomatyczne mocarstwo regionalne.
Problem w tym, że ambicje Teheranu i Ankary tak czy inaczej są skazane na porażkę. Świat islamski jest trwale podzielony i będzie bardzo trudno go zjednoczyć. W efekcie nie sposób dziś wskazać jednego państwa, które stałoby na czele krajów muzułmańskich - i długo jeszcze tak będzie.
, ekspert w sprawach Bliskiego Wschodu, LSE
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu