Smutny koniec egipskiej rewolucji
Kair
Wojskowa junta kierowana przez marszałka Husejna Tantawiego z powrotem cofnęła Egipt do czasów dyktatury Hosni Mubaraka, uważają tysiące demonstrantów, którzy od soboty ścierają się z policją wokół placu Tahrir w centrum Kairu. W starciach zginęły już przynajmniej trzy osoby, a 900 zostało rannych.
Protestujących szczególnie wzburzył projekt nowej konstytucji opracowany przez wojskowy rząd. Daje ona specjalne przywileje armii i nie poddaje jej kontroli władz cywilnych. 28 listopada rozpoczyna się trwający aż trzy miesiące proces wyborów do parlamentu. Jednak demonstranci, z których większość stanowią młodzi oraz działacze partii islamskich, uważają, że wynik głosowania nie ma znaczenia, bo dotychczasowy reżim pozostanie u władzy.
Z taką opinią zgadza się korespondent BBC. Uważa on, że aresztowania Mubaraka i niektórych jego współpracowników to tylko pozór zmiany reżimu. Na czele rządu stoi w końcu człowiek, który przez 20 lat wiernie służył Mubarakowi jako minister obrony.
Jeszcze gorzej rozwija się sytuacja w Syrii, gdzie w starciach z siłami Baszara al-Assada zginęło już 3,5 tysiąca osób. Dyktator nie zgodził się wczoraj na wpuszczenie do kraju misji 500 obserwatorów, którą chciała zorganizować Liga Arabska. Odrzucił także plan wstrzymania starć w niedzielę proponowany przez tę organizację.
Zdaniem ekspertów w tej sytuacji jest bardzo prawdopodobne, że w kraju dojdzie do otwartych walk. Zbuntowani wojskowi w ostatnich dniach już atakowali koszary na prowincji, a także na przedmieściach Damaszku. Asad przekonuje, że w przypadku jego odejścia jedność Syrii będzie zagrożona.
Jędrzej Bielecki
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu