Pieniądz trzyma Kaddafiego przy władzy
OBALENIE LIBIJSKIEGO REŻIMU będzie trudniejsze niż prezydentów Tunezji i Egiptu, bo służby bezpieczeństwa są tu mocniejsze, a opozycja słabsza. Sytuacji z niepokojem przyglądają się koncerny naftowe, bo kraj jest jednym z czołowych światowych producentów ropy
Antyrządowe protesty w Libii przyniosły już pierwsze ofiary śmiertelne. Jak twierdzi opozycja, w kilku miastach tego kraju zginęło nawet 20 osób.
Czwartek miał być w Libii dniem gniewu, co nawiązywało do podobnych demonstracji w Tunezji i Egipicie. W ich wyniku prezydenci Zin Al-Abidin Ben Ali i Hosni Mubarak musieli oddać władzę. Ale mimo że rządzący Libią od 1969 r. reżim Muammara Kaddafiego jest równie znienawidzony i równie skorumpowany, jego obalenie będzie znacznie trudniejsze.
Dzięki dochodom z ropy naftowej - Libia ma największe złoża w Afryce - i niewielkiej liczbie ludności statystycznie jest ona najbogatszym krajem północnej Afryki. Choć wskutek korupcji i wydawania pieniędzy na motywowaną względami politycznymi pomoc dla innych krajów spora część jest marnotrawiona, to władzom zostaje jeszcze na tyle dużo, by uśmierzyć protesty podwyżkami płac i zasiłków czy subsydiowaniem cen podstawowych produktów. Jednak to właśnie bezrobocie, które według ostatnich oficjalnych danych przekracza 21 proc., oraz wysokie ceny żywności - z powodu niesprzyjających warunków naturalnych 75 proc. pochodzi z importu - są przyczynami niezadowolenia Libijczyków.
Drugą kwestią, która powoduje, że powtórzenie tunezyjsko-egipskiego scenariusza będzie znacznie trudniejsze, są silniejsze służby bezpieczeństwa oraz słabość opozycji. Najpoważniejsze starcia z policją miały miejsce w Bengazi - mieście, które od dawna jest niechętne Kaddafiemu. Tam - według relacji opozycji - użyto ostrej amunicji. Ale bez przeniesienia protestów do Trypolisu nie mają one szansy na powodzenie. O ile jednak wczoraj w kilku libijskich miastach doszło do zamieszek, w Trypolisie było spokojnie, a jedyną polityczną demonstracją była ta zorganizowana przez zwolenników libijskiego przywódcy.
Sytuacji w Libii z niepokojem przyglądają się zachodnie koncerny naftowe i rynki finansowe, bo kraj ten jest jednym z czołowych światowych producentów ropy naftowej. Ewentualne obalenie reżimu przy braku zorganizowanej opozycji z pewnością spowodowałoby chaos, a to zaszkodzi sektorowi naftowemu. Po latach izolacji spowodowanej wspieraniem przez Kaddafiego międzynarodowego terroryzmu pięć lat temu przestały obowiązywać sankcje i Libia z dnia na dzień stała się cennym partnerem. Libijska ropa jest atrakcyjna ze względu na niskie koszty wydobycia, wysoką jakość oraz bliskość europejskich rynków. Do Trypolisu negocjować z Kaddafim kontrakty na poszukiwanie i wydobycie ropy przyjeżdżali m.in. przywódcy Włoch, Francji czy Wielkiej Brytanii. Nie wiadomo jednak, czy ewentualne nowe władze nie będą chciały renegocjować kontraktów.
Nawet jeśli protesty nie spowodują obalenia reżimu teraz, to problemem jest nierozstrzygnięta kwestia sukcesji po 68-letnim Kaddafim. O ile jeden z synów Muammara, Saif al-Islam, jest uważany za zwolennika liberalizacji gospodarczej, o tyle dwaj inni - Mutassim i Khamis, którzy cieszą się sporym poparciem armii - są zwolennikami bardziej protekcjonistycznej polityki i zaostrzenia warunków działania zagranicznych koncernów.
Niepokój związany z sytuacją w krajach arabskich widać było wczoraj na rynkach. Cena baryłki ropy na giełdzie w Londynie, która po odejściu Mubaraka spadła w okolice 101 dolarów, znowu oscylowała w granicach 104 dolarów.
@RY1@i02/2011/034/i02.2011.034.000.010a.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
Muammar Kaddafi
Bahrajn dołączył do innych państw Bliskiego Wschodu, w których nasila się kryzys polityczny. Wczoraj armia rozpędziła manifestantów z centralnego placu w stolicy kraju, Manamie.
Niewielka wyspa to kluczowy sojusznik USA w regionie. Stacjonuje tu 5. flota amerykańska. Problemem są różnice konfesyjne. Król Hamad to sunnita, zaś większość mieszkańców kraju wyznaje szyicką odmianę islamu. Szyici w Bahrajnie skarżą się na dyskryminację w życiu publicznym. Wczoraj szyicka partia Zgoda, dysponująca 18 z 40 miejsc parlamencie, zawiesiła udział w pracach izby. To reakcja na poranną akcję policji, która w brutalny sposób usunęła obóz 300 manifestantów, zabijając trzy osoby. - Ktokolwiek podjął decyzję o ataku na protestujących, miał zamiar zabijać - mówił deputowany Zgody Abduldżalil al-Chalil. Królowi Hamadowi nie pomógł nawet prezent dla każdej rodziny w postaci 1 tys. dinarów (7,7 tys. zł), który został ogłoszony kilka dni temu.
Nie ustawały wczoraj również zamieszki w Jemenie. W starciach między studentami domagającymi się odejścia rządzącego od 1978 r. Alego Abdullaha Saliha a jego zwolennikami rany odniosło 25 osób. W odpowiedzi wojsko zajęło portowy Aden, w którym w środę w podobnych starciach zginęły dwie osoby. Przed protestami usiłuje się zabezpieczyć inny bliskowschodni reżim, Syria. Wczoraj rządowa "As-Sawra" ogłosiła obniżkę podatków, która ma zrekompensować rosnące ceny żywności. Akcyza na olej spadła o połowę, na cukier - o 1/4. Rodzina al-Asadów (najpierw Hafiz, a obecnie jego syn Baszar) rządzi Syrią od 1971 r.
Z kolei zdaniem eksprezydenta ZSRR Michaiła Gorbaczowa podobny scenariusz grozi też Rosji. - Prawdopodobieństwo scenariusza egipskiego będzie rosło, jeśli sprawy będą się miały jak teraz - mówił, mając na myśli brak demokracji i falę emigracji ludzi wykształconych.
mwp
Bartłomiej Niedziński
bartlomiej.niedzinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu