Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Broni chemicznej użył Al-Asad. Raczej i prawdopodobnie

30 czerwca 2018

Nie wiadomo za to, ile jest ofiar. Tylko 281 zabitych, jak twierdzi Francja, czy 1429, jak podają USA

Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon ogłosił wczoraj na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa wnioski z raportu w sprawie ataku chemicznego w Syrii. Zaskoczenia nie było: inspektorzy uznali użycie gazów bojowych za dowiedzione, ale nie określili jednoznacznie, kto stał za atakiem z 21 sierpnia. Raport nie wskazuje winnego wprost, ponieważ inspektorom nie postawiono takiego zadania.

Szef francuskiego MSZ Laurent Fabius oświadczył jednak, że raport nie pozostawia wątpliwości co do odpowiedzialności Al-Asada. O tym, że atak na przedmieściach Damaszku, a także 18 innych przypadków użycia tego typu broni, są jego dziełem, są przekonani zwłaszcza Amerykanie. Sekretarz stanu USA John Kerry mówił w ubiegłym tygodniu, że rządowym ekspertom udało się odtworzyć trajektorię przelotu rakiet, która przebiegała z terytorium kontrolowanego przez reżim w kierunku obszaru opanowanego przez rebeliantów.

Do winy Al-Asada skłania się też niemiecki wywiad BND. "Der Spiegel" opisał dowody, jakie jej szef Gerhard Schindler przedstawił na tajnym briefingu. BND udało się podsłuchać dwie rozmowy telefoniczne. Jedną przeprowadził lekarz, który zajmował się ofiarami zaraz po ataku. Opisywane przez niego objawy przypominają efekty użycia sarinu. Drugą zaś była rozmowa członka Hezbollahu z pracownikiem irańskiej ambasady, w której ten pierwszy powiedział, że Al-Asad stracił nerwy i popełnił wielki błąd.

Poważne rozbieżności pojawiają się za to, gdy sojusznicy z Zachodu usiłują ustalić liczbę ofiar śmiertelnych. Francja podaje 281 zabitych, Brytyjczycy - 350, Amerykanie zaś - aż 1429. Raport nie przekonał także zwolenników Al-Asada, którzy twierdzą, że atak był jednak prowokacją powstańców. Najsilniejszego argumentu na rzecz tej tezy dostarczyli porwani w kwietniu i uwolnieni we wrześniu dziennikarze Pierre Piccinin z Belgii i Domenico Quirico z Włoch. Gdy byli przetrzymywani, podsłuchali rozmowę trzech mężczyzn na Skypie, z których jeden przedstawiał się jako generał w rebelianckiej armii. Mieli oni stwierdzić, że za atakiem nie stoi Al-Asad, ale opozycja chcąca sprowokować zagraniczną interwencję. Obydwaj jednak przyznali, że nie mają na poparcie swojej tezy bardziej konkretnych dowodów.

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.