Amerykanie konsultują z Rosją dalsze losy Syrii
Dyplomacja
Jeszcze kilka dni temu amerykańska interwencja w Syrii wydawała się przesądzona. Obecnie dzięki dyplomatycznej akcji Moskwy można mówić o małej stabilizacji. Dzisiaj o dalszych losach prezydenta Baszara al-Asada będą rozmawiać w Genewie szefowie dyplomacji USA i Rosji John Kerry i Siergiej Ławrow.
Agencja RIA Nowosti poinformowała wczoraj, powołując się na źródło z otoczenia Ławrowa, że minister spraw zagranicznych Rosji podczas spotkania z sekretarzem stanu USA ma przekazać konkretny plan działań w kwestii Syrii. Tymczasem Rada Bezpieczeństwa ONZ w trybie pilnym ma przygotować rezolucję w sprawie syryjskiej broni chemicznej. Jeśli uda się ją przyjąć, Damaszek będzie miał 15 dni na przedstawienie listy obiektów, w których przechowywane są śmiercionośne arsenały. W przypadku niedotrzymania terminu Syrii - w której trwająca od ponad dwóch lat wojna domowa kosztowała życie 110 tys. ludzi - będzie groziła interwencja zbrojna.
- Zaobserwowaliśmy pewne zachęcające sygnały. Jest jednak za wcześnie, by ogłaszać sukces. Al-Asad musi dowieść, że będzie wypełniał podjęte zobowiązania - mówił we wtorek prezydent Barack Obama. Eksperci twierdzą, że większy wpływ na decyzję Obamy będzie miało jego własne podwórko. Kongres pozostaje podzielony w kwestii interwencji. Także ze względu na brak poparcia w społeczeństwie. Według Pew Research Center włączeniu się do wojny sprzeciwia się ponad 60 proc. Amerykanów. Rosjanie zaś konsekwentnie stosują zasadę kija i marchewki. Szef parlamentarnej komisji spraw zagranicznych Aleksiej Puszkow ostrzegł, że gdyby Amerykanie zdecydowali się zaatakować Syrię, Moskwa zwiększy dostawy broni do sojuszniczego wobec Damaszku Iranu.
Rząd Syrii niespodziewanie zgodził się przystąpić do konwencji przeciwko broni chemicznej. Sytuacja zmieniła się po tym, jak Ławrow przedstawił plan pokojowy, a z szefem Dumy Siergiejem Naryszkinem rozmawiał w tej sprawie syryjski minister dyplomacji Walid al-Mualim. Wcześniej Damaszek utrzymywał, że nie dysponuje takimi arsenałami. A właśnie ich użycie w akcji na przedmieściach Damaszku, w której zginęło od 350 (szacunki Lekarzy bez Granic) do 1,4 tys. ludzi (zdaniem służb specjalnych USA), mogło się stać pretekstem do ataku na siły Al-Asada.
Damian Furmańczyk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu