Mnoży dobrobyt, ale dzieli naród
Dziedzictwem tureckiego premiera Recepa Tayyipa Erdogana jest bezprecedensowy w historii kraju rozwój gospodarczy, ale też widoczne podziały społeczne. Mimo to prezydenturę ma praktycznie zagwarantowaną
Erdogan nie kryje, że ma zamiar przejść do historii swojego kraju jako postać równie znacząca co Mustafa Kemal Ataturk. Choć krytycy obecnego premiera zarzucają mu, iż jego rządy były w zasadzie stopniowym niszczeniem dorobku założyciela nowoczesnego państwa tureckiego. Kontrowersje, które budzi Erdogan, nie zmieniają faktu, że jest on zdecydowanym faworytem niedzielnych wyborów prezydenckich.
Jego przeciwnikami będą wspólny kandydat centrolewicowej i skrajnie prawicowej opozycji Ekmeleddin Ihsanoglu oraz młody kurdyjski polityk Selahattin Demirtas, ale obaj nie mają szans na zwycięstwo - jedyną wątpliwością pierwszych w historii Turcji bezpośrednich wyborów głowy państwa jest to, czy Erdogan już teraz dostanie ponad połowę głosów, czy też potrzebna będzie dogrywka za dwa tygodnie.
Tak duże poparcie dla Erdogana nie wzięło się znikąd. Dwanaście lat rządów jego umiarkowanie islamskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) - z czego 11 z Erdoganem w roli premiera - faktycznie było dla kraju okresem dynamicznego rozwoju. Przez dziewięć spośród tych 12 lat wzrost gospodarczy wynosił co najmniej 4 proc., przy czym w niektórych - jak w 2004 czy 2010 r. - przekraczał 9 proc. W efekcie wartość PKB zwiększyła się przez ten czas 3,5-krotnie - z 232 do 827 mld dol., co zapewniło tureckiej gospodarce awans na 17. miejsce na świecie. Przełożyło się to na zamożność obywateli - PKB na jednego mieszkańca (w cenach bieżących) wzrósł z 3500 dol. do 10 tys. dol.
Ten wzrost gospodarczy był wspierany przez państwo wielkimi inwestycjami infrastrukturalnymi. Tylko w ostatnich miesiącach otwarto szybką kolej między Stambułem a Ankarą, tunel pod cieśniną Bosfor czy trzecie lotnisko w Stambule, nie mówiąc już o dziesiątkach pomniejszych inwestycji. Ekspansja gospodarcza przełożyła się na wzrost asertywności w polityce zagranicznej - Turcja przestała być ubogim krewnym bezskutecznie dobijającym się do Unii Europejskiej, a zaczęła się postrzegać jako rosnące w siłę regionalne mocarstwo. Tym bardziej że to za czasów Erdogana wreszcie ruszyły negocjacje akcesyjne z UE. Do tego dochodzą starania (na razie wprawdzie nieudane) o organizację prestiżowych imprez sportowych, jak igrzyska olimpijskie w Stambule czy piłkarskie mistrzostwa Europy. Dla bardzo patriotycznych z natury Turków to wszystko jest niewątpliwym powodem do dumy. Na plus trzeba Erdoganowi zapisać także ukrócenie potęgi armii, która w przeszłości, gdy uznawała, że politycy zbyt daleko odchodzą od zasady świeckości państwa, trzykrotnie dokonywała zamachów stanu.
Ale epoka Erdogana ma też swoje drugie oblicze. - Dziedzictwo premiera nie będzie mierzone tylko spektakularnymi projektami infrastrukturalnymi, lecz także tym, do jakiego stopnia będzie prezydentem wszystkich grup społecznych - mówi agencji AFP Sinan Ulgen, analityk z Carnegie Europe w Brukseli. A z tym jest coraz gorzej. Partia AKP od początku budziła nieufność świeckiej, dobrze wykształconej i dobrze zarabiającej elity z wielkich miast, obawiającej się, że partia będzie próbowała odejść od fundamentalnej zasady Republiki Tureckiej, czyli świeckości państwa. O ile o islamizowaniu Turcji trudno mówić, o tyle faktycznie drobnymi kroczkami wprowadzane są drobne zasady zwiększające obecność religii w życiu publicznym - a to zniesiono zakaz noszenia chust w urzędach (chustę nosi żona Erdogana), a to wprowadzono zakaz reklamy alkoholu. Czasami niektóre pomysły członków AKP brzmią wręcz kuriozalnie, jak zeszłotygodniowa wypowiedź wicepremiera, który powiedział, że kobiety nie powinny się śmiać, gdyż zgodnie z islamem należy zachowywać powagę. To wszystko powoduje, że część Turków coraz mniej komfortowo czuje się w swoim kraju.
Obawa przed postępującą islamizacją i rosnącym autorytaryzmem była przyczyną protestów na placu Taksim w Stambule w maju i czerwcu zeszłego roku, podczas których zginęło 11 osób. W powszechnej opinii świata reakcja tureckich władz na początkowo drobne manifestacje była przesadnie brutalna. Erdogan sam zresztą dolewał oliwy do ognia, mówiąc np.: "Policja była tu wczoraj, jest tu dziś i będzie tu jutro". Od czasu starć na placu Taksim zaczęły się zresztą także inne problemy premiera. W grudniu zeszłego roku wypłynęły nagrania pokazujące, jak bardzo w Turcji powiązane są polityka i biznes. Wynika z nich, że większość zamawianych przez rząd wielkich kontraktów budowlanych trafiała - w zamian za łapówki - do zaprzyjaźnionych z AKP biznesmenów. W efekcie skandalu do dymisji podało się trzech ministrów, ale zapewne sięga on wyżej, bo na następnej taśmie nagrany miał być syn premiera.
Na dodatek, jak pokazały obie sprawy, Erdogan zupełnie nie potrafi reagować na kryzysowe sytuacje i groźbami, wysyłaniem policji na ulice czy blokowaniem internetu tylko pogarsza sytuację. - Jest mocnym, populistycznym przywódcą. Jego główną siłą jest wyjątkowa zdolność do ustawiania agendy w codziennym dyskursie. Jest w tym bardzo aktywny, a opozycja, media i reszta społeczeństwa mogą tylko się do tego dostosować. Ale od czasu arabskiej wiosny, wojny domowej w Syrii, przewrotu w Egipcie i szczególnie wydarzeń na placu Taksim znalazł się na nieznanym terenie. Nie był już dyktującym warunki. Inni ustalali agendę, a Erdogan tylko pasywnie - i często z opóźnieniem - przyglądał się sytuacji - mówi stacji Al-Dżazira Yuksel Sezgin, profesor politologii na Syracuse University. Od tego czasu zmieniła się też retoryka Erdogana, który w każdej sprawie zaczął wskazywać wrogów - byli nimi np. sędziowie sądu konstytucyjnego, którzy wydali niekorzystne dla rządu orzeczenie, albo szef banku centralnego, który decyzją o stopach procentowych podminowuje politykę gospodarczą rządu. Nie trzeba nikogo przekonywać, że wskutek takich wypowiedzi niektóre grupy społeczne czują się jeszcze bardziej wyalienowane, a obawy, iż Turcja zmierza w stronę autorytaryzmu, rosną.
Pierwszy po zeszłorocznych problemach - antyrządowych protestach na placu Taksim i skandalu korupcyjnym - test wyborczy Erdogan zdał. W marcowych wyborach lokalnych AKP po raz kolejny odniosła zdecydowane zwycięstwo. Na pewno wygra też niedzielne wybory prezydenckie, bo odsetek osób, do których populistyczna retoryka premiera trafia i które bezwarunkowo go popierają, wciąż jest bardzo wysoki. Nie znaczy to jednak, że wraz z objęciem przez Erdogana ceremonialnej głównie funkcji prezydenta obawy jego przeciwników znikną. Premier nie ukrywa, że celem jest zmiana konstytucji i wprowadzenie w kraju systemu prezydenckiego, a nawet jeśli się to nie uda, będzie prowadził prezydenturę aktywną. Czyli kierował krajem z tylnego siedzenia.
Za jego rządów turecki PKB rósł w tempie nawet 9 proc. rocznie
@RY1@i02/2014/152/i02.2014.152.000001200.803.jpg@RY2@
Murad Sezer/Reuters/Forum
Niewykluczone, że już w pierwszej turze wyborów Erdogan otrzyma ponad połowę głosów
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu