Irak: wojna, rozpad albo konfederacja
Rebelianci kontrolują już północną prowincję Iraku Al-Anbar i ruszyli w stronę Bagdadu. Cel: budowa państwa islamskiego na terenach Syrii i Iraku. Dalsza wojna lub rozpad kraju może wpłynąć na wydobycie ropy
Irak jest szóstym pod względem wielkości eksporterem ropy na świecie. Dziennie sprzedaje 2,2 mln baryłek. Choć główne pola naftowe znajdują się na spokojnym południu kraju, to rebelia na północy może szybko przenieść się w inne rejony i zakłócić wydobycie.
W tym miesiącu samozwańcze Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie ruszyło z graniczącej z Syrią północy na południe i zajęło Mosul. IPIL tworzą głównie członkowie sunnickiej mniejszości, która była u władzy w czasie rządów Saddama Husajna. Obecnie pod rządami szyickiego premiera Nuriego al-Malikiego nie mają oni wpływu na życie polityczne. Scenariuszy wydarzeń w Iraku jest kilka, a sytuacja jest bardzo dynamiczna.
I. Interwencja USA
Ten scenariusz zakłada trzecią inwazję amerykańską na Irak w ciągu zaledwie ćwierć wieku. - Pytanie, na ile poważne są zapewnienia prezydenta Obamy, że interwencja nie wchodzi w grę - zastanawia się arabista Marek Dziekan z Uniwersytetu Łódzkiego. - Z kolei bombardowanie czy posługiwanie się dronami jest niebezpieczne, ponieważ w Iraku nie ma takich pustkowi, jak w Afganistanie czy Jemenie, gdzie można namierzyć grupki bojowników i ryzyko ofiar wśród cywili jest mniejsze - wyjaśnia ekspert.
- Amerykanie nie wejdą, bo nie mają czym. Na razie skupiają się na Afganistanie - stwierdza gen. Waldemar Skrzypczak, który w 2005 r. dowodził w Iraku wielonarodową dywizją, w której skład wchodzili także Polacy. Z punktu widzenia Obamy z jednej strony prowadzenie żołnierzy na wojnę jest ryzykowne. Ale niezrobienie tego naraża go na zarzuty, że 4 tys. amerykańskich żołnierzy zupełnie niepotrzebnie straciły życie w latach 2003-2011. By utrzymać jedność kraju, musiałaby się jednak zmienić polityka al-Malikiego. - Powinien się otworzyć na sunnitów, bo ich wykluczenie to główny powód rebelii. Bez tego utrzymanie Iraku w obecnym kształcie jest mało realne - prognozuje prof. Dziekan.
II. Rozpad Iraku na trzy części
Irak to państwo bardzo młode, w obecnym kształcie uzyskało niepodległość w 1932 r. Większość stanowią szyici, ale ponad 30 proc. społeczeństwa to sunnici. Północ kraju zamieszkują Kurdowie. Jest to region, który już dziś cieszy się dużą autonomią. - Irak się rozpadnie. To był od zawsze sztuczny twór. Kurdowie już teraz sobie radzą sami - opowiada gen. Skrzypczak. Oprócz Kurdystanu na północy mogłoby wtedy powstać sunnickie centrum i szyickie południe.
Problem w tym, że tak naprawdę liczący 7 mln mieszkańców Bagdad nie miałby wtedy kim rządzić. I co gorsza, nie miałby żadnych dochodów, ponieważ większość ropy znajduje się na południu, nieco na północy, a centrum kraju to po prostu pustynia. O takim rozwoju wypadków mówiło się już w latach 2004-2005, ale byłby to poważny cios dla będącej członkiem NATO Turcji, gdzie mieszka duża mniejszość kurdyjska. Powstanie niepodległego Kurdystanu mogłoby zachęcić Kurdów do przyłączenia się do nowego państwa, a sojusznicy z NATO byliby zobligowani do pomocy Ankarze. A na kolejny konflikt i wydatki nikt w tym gronie nie ma ochoty. W tym wypadku wydobycie ropy również by spadło, ponieważ trudno uwierzyć, że sunnici oddaliby bez walki źródło tak dużych dochodów.
III. Kontrolowana konfederalizacja
Irak nie rozpada się na trzy niepodległe państwa, ale poszczególne regiony dostają jeszcze większą autonomię i dzielą się zyskami z eksportu ropy. - To jest chyba najbardziej sensowny scenariusz, o ile nowy porządek będzie się zgadzał z historycznymi podziałami i zachowa pewną równowagę gospodarczą. Wydaje mi się także, że takiego rozwoju wypadków oczekują sami Irakijczycy - mówi Marek Dziekan. Za takim rozwiązaniem przemawia również to, że choć państwo irackie jest stosunkowo młode, to ponad 80 lat wspólnego życia pozwoliło na wykształcenie słabej, ale istniejącej tożsamości narodowej. W tym wypadku wszystkim zainteresowanym stronom zależałoby na utrzymaniu eksportu ropy.
IV. Wojna wszystkich ze wszystkimi
Niestety, to także bardzo realny scenariusz. - Chyba właśnie w tym kierunku idziemy. Irak i Syria istnieją już tylko na starych mapach - mówi Marcin Andrzej Piotrowski z Polskiego Instytutu Studiów Międzynarodowych. Islamskie Państwo w Iraku i Lewancie jest na tyle mocne, by utrzymać te tereny, które już zdobyło. Z kolei rząd w Bagdadzie jest zbyt silny, by dać się zupełnie pokonać. Szeroki strumień pieniędzy z zagranicy i rządowe dochody z zapewnie nieco ograniczonej sprzedaży ropy pozwalają obu stronom konfliktu na przetrwanie.
W tym samym czasie Kurdowie będą nadal bronili swojej północy, mogą nawet przeprowadzić kontrofensywę. Konflikt może jeszcze eskalować z powodu zaangażowania lokalnych milicji plemiennych, a Irak stanie się ziemią obiecaną terrorystów i bandytów wszelkiej maści, tak jak obecnie dzieje się to w Syrii. Liczba ofiar na pewno będzie rosła, a wydobycie ropy będzie spadać ze względu na akcje sabotażowe zwaśnionych grup. Jedynym pocieszeniem jest to, że taka destabilizacja nie leży w interesie żadnego z głównych graczy geopolitycznych w regionie, tak więc mogą oni wzmóc wysiłki, by trwała jak najkrócej.
@RY1@i02/2014/119/i02.2014.119.000001300.802.jpg@RY2@
Wpływ wydarzeń zbrojnych na produkcję i zużycie ropy w Iraku
Maciej Miłosz
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu