Egipt wybiera wojskowe porządki
Na ustabilizowanie sytuacji w najludniejszym kraju arabskim czeka m.in. nasza branża turystyczna. Ceny wycieczek do Hurghady i Synaju spadły
Zaplanowane na poniedziałek i wtorek wybory prezydenckie w Egipcie będą w istocie referendum w sprawie objęcia urzędu przez byłego dowódcę armii gen. Abdulfattaha as-Sisiego. Pozytywną stroną tego rozwiązania jest to, że jest to prawdopodobnie jedyny człowiek, który ma szansę ustabilizować pogrążony od trzech lat w chaosie kraj. Negatywną - że ubocznym skutkiem tej stabilizacji może się okazać powrót autorytaryzmu.
Formalnie przeciwnikiem as-Sisiego jest Hamdin Sabahi, dysydent w czasach dyktatury Hosniego Mubaraka. Ale według sondaży zamierza głosować na niego tylko 1-2 proc. Egipcjan, podczas gdy na as-Sisiego - jakieś 50 proc. Pozostali potencjalni kandydaci albo sami zrezygnowali ze startu, albo nie zostali dopuszczeni. Dotyczy to przede wszystkim Bractwa Muzułmańskiego, z którego wywodził się Mohamed Mursi, pierwszy od pół wieku demokratycznie wybrany prezydent kraju. W lipcu 2013 r., po roku urzędowania, został on obalony przez armię, a samo Bractwo zdelegalizowano.
Prawdziwym wyzwaniem dla as-Sisiego nie będą same wybory, lecz to, co po nich. Po pierwsze, mimo że duża część Egipcjan autentycznie go popiera, liczba jego przeciwników jest niewiele mniejsza, więc realny jest scenariusz powyborczych protestów. Szczególnie że tymczasowe władze nie patyczkowały się ze zwolennikami Bractwa - w protestach przeciw jego rozwiązaniu zabitych zostało ok. 2 tys. osób, zaś ok. 20 tys. jego sympatyków aresztowano.
Po drugie, po ponad trzech latach, które upłynęły od obalenia Hosniego Mubaraka, egipska gospodarka znajduje się w fatalnym stanie. 40 proc. mieszkańców kraju żyje na granicy ubóstwa lub poniżej. Inflacja sięga 12 proc. Spadają inwestycje zagraniczne i dochody z turystyki - najważniejszej gałęzi gospodarki. Rośnie zadłużenie, a rezerwy walutowe w kwietniu wynosiły 17 mld dol. To oznacza, że od czasu upadku Mubaraka zmniejszyły się one o połowę, i to pomimo otrzymania w ciągu ostatniego roku 13 mld dol. pomocy zagranicznej. Tegoroczny deficyt budżetowy wynosi 13 proc. PKB - jedną z głównych przyczyn tego stanu jest fakt, że ok. 30 proc. wydatków państwa idzie na subsydiowanie żywności i energii. - Jedynym sposobem zmniejszenia ogromnego deficytu budżetowego jest obcięcie subsydiów na energię dla prywatnego sektora, tak aby przemysł zaczął brać odpowiedzialność za koszty - uważa Mustafa Kamel al-Sajjid, politolog z uniwersytetu w Kairze. Tymczasowy rząd już podjął działania w tym kierunku: dzięki ograniczeniom dopłat i nowym podatkom do 2017 r. deficyt budżetowy ma spaść do 5,6 proc. PKB. To jednak najmocniej odczują najbiedniejsi, w dużej mierze zwolennicy islamskich radykałów.
Nie ma zatem innego wyjścia niż przyciągnięcie z powrotem inwestycji zagranicznych i zwiększenie dochodów z turystyki. Te pierwsze pod koniec rządów Mubaraka wynosiły 12 mld dol. rocznie, a teraz spadły do 2 mld dol. Z kolei przychody z sektora turystycznego, w którym zatrudnione są 4 mln osób, spadły z 12,5 mld dol. w 2010 r. do 5,8 mld dol. w roku ubiegłym. Kluczem jest ustabilizowanie sytuacji. As-Sisi z pewnością użyje więc wszelkich możliwych środków, by zapanować nad ewentualnymi protestami (mając ciche wsparcie Stanów Zjednoczonych, dla których objęcie władzy w Egipcie przez muzułmańskich radykałów byłoby geopolityczną katastrofą).
Wyborcze zwycięstwo as-Sisiego będzie miało także przełożenie na polski rynek turystyczny.
Według firmy TravelData, która specjalizuje się w rynku turystycznym, w ubiegłym roku Egipt odwiedziło 234 tys. osób, co uplasowało ten kierunek na trzecim miejscu - za Grecją i Turcją. Ale w 2012 r. to Egipt był najpopularniejszym wakacyjnym kierunkiem wśród Polaków. Wybrało go wówczas 25 proc. turystów podróżujących z biurami podróży, czyli 400 tys. osób. Eksperci zauważają, że wyjazdy do Egiptu zawsze sprzedają się gorzej, gdy dochodzi tam do eskalacji napięcia.
Wszystko wskazuje na to, że w tym roku Egiptowi nie uda się jeszcze powrócić na miejsce lidera. Rekordy popularności bije Grecja. Niewykluczone jest jednak, że już zimą to się zmieni. Zwłaszcza że ceny wycieczek do Egiptu spadają. Za tygodniowy pobyt w ścisłym sezonie wakacyjnym w cztero- lub pięciogwiazdkowym hotelu w opcji all inclusive w Hurghadzie trzeba obecnie zapłacić 2,4-2,7 tys. zł od osoby. Na Synaju z kolei ceny te wynoszą od 2,3 do 2,7 tys. zł. To oznacza, że na wybrzeżu Morza Czerwonego są one niższe w porównaniu do 2013 r. o 240 zł, a na półwyspie - o 215 zł. To może przekonać wiele osób do powrotu do Egiptu.
Prezydent generał to spokój w kraju. I groźba dyktatury
@RY1@i02/2014/098/i02.2014.098.00000110a.803.jpg@RY2@
Kalendarium arabskiej wiosny
Bartłomiej Niedziński
Partycja Otto
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu