Historia jednej mapy
Trzy worki dokumentów zaważyły na powodzeniu operacji „Pustynna burza” w Iraku w 1991 r. Historię ich zdobycia i przekazania do Polski opowiada DGP człowiek, który wnosił je na plecach do samolotu
ŚLEDZTWA DGP
Wszystko zaczęło się w okolicach Wielkanocy 1990 r. – Od naszego źródła w Kuwejcie dostałem informację, że coś wisi w powietrzu. Zamiast, jak co roku, ściągać rodziny do Iraku, Amerykanie, Anglicy, a przede wszystkim Rosjanie odsyłali je do swoich krajów – opowiada w rozmowie z DGP płk Andrzej Maronde, który wtedy przyjechał do Iraku. Oficjalnie jako kierownik wydziału konsularnego ambasady. Nieoficjalnie – jako nowy rezydent wywiadu. Pułkownik poinformował Warszawę o sytuacji. Ale wtedy, w maju, trwała reorganizacja służb i depesza przeszła bez echa. – Prawdę mówiąc, Amerykanie też nie przeczuwali zagrożenia. W tym rejonie świata wszyscy liczyli na spokój, po niedawno zakończonej wojnie irańsko-irackiej – wspomina.
Ostatni ambasador PRL wrócił do kraju. Nowy jeszcze nie przybył. Na czele ambasady stał Maronde jako chargé d’affaires. W nocy z 1 na 2 sierpnia 1990 r. obudził go telefon. Dzwonił pracownik polskiej firmy w położonej na południu Iraku Basrze: – Ruszyli! – powiedział. Wojska Husajna wjechały do Kuwejtu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.