Nowy Jork znów się boi
W latach pandemii po raz pierwszy od trzech dekad statystyki kryminalne w całej Ameryce poszybowały w górę. Nie ma zgody ani co do przyczyn, ani co do sposobów walki z rosnącą przestępczością
Przez dwie ostatnie dekady Nowy Jork szczycił się tytułem najbezpieczniejszego wielkiego miasta w Ameryce. Od przełomu lat 80. i 90., który zapadł w pamięci mieszkańców jako okres szalejących wojen ulicznych, wskaźniki przestępczości rok po roku spadały. Było coraz mniej zabójstw, rozbojów, napaści i aktów wandalizmu. Nawet w dzielnicach przyzwyczajonych do odgłosów nocnych strzelanin zatargi rzadziej rozstrzygano z użyciem broni. Młodociani sprzedawcy narkotyków poznikali ze swoich stałych miejscówek na Manhattanie. Z parków i tuneli na stacjach metra wyparowały gdzieś koczowiska bezdomnych i ofiar epidemii uzależnienia od cracku. Mieszkańcy i turyści znowu przechadzali się po Times Square czy Harlemie bez strachu, że w każdej chwili mogą zostać osaczeni i obrabowani.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.