Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Guardiola dziękuje zawodnikom za wysiłek w strasznej grupie

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Kto liczył na sensację, jakiś skuteczny zryw biedniejszych i niedocenianych, ten się zawiódł.

W środowych meczach Ligi Mistrzów nie było niespodzianek. Awansowali wszyscy, którzy mieli awansować. Łącznie z Barceloną i Interem.

Z tych maluczkich sensację mogło sprawić Dynamo. Tak przynajmniej wydawało się przez pierwsze pół godziny meczu z Barceloną, gdy kijowianie prowadzili 1:0. Wystarczyło się skutecznie bronić, przeprowadzić jeden kontratak i zdobyć drugą bramkę, aby awansować. Wystarczyło, ale Barcelona jakoś nie chciała czekać. Najpierw Xavi, a potem Messi, i po sprawie. Po trenerze Barcy było jednak widać, ile wysiłku kosztował Katalończyków ten awans. Miało być lekko, łatwo i przyjemnie, zwycięstwa po 3:0, 4:0 z Dynamem czy Rubinem Kazań, a okazało się, że trzeba bać się do końca. - Dziękuję piłkarzom za ten niesamowity wysiłek - odsapnął na pomeczowej konferencji Guardiola. - Ta grupa była straszna, musieliśmy pokonać ogromne trudności. Na szczęście w tej walce nie zatraciliśmy swojego charakteru.

Odsapnęli również szefowie Barcelony. Awans był oczywiście zaplanowany w budżecie, więc nie będzie problemów z finansami. A w przypadku odpadnięcia problemy byłyby naprawdę spore. W tym roku bowiem Barcelona wydała już prawie 30 mln euro na same premie dla piłkarzy - m.in. 11 mln za Puchar Europy, 9 mln za mistrzostwo Hiszpanii, 4 mln za Puchar Króla oraz milion i dwa miliony odpowiednio za Superpuchar Hiszpanii i Superpuchar Europy. Jeśli jeszcze podopieczni Guardioli sięgną po klubowe mistrzostwo świata, kasa klubu skurczy się o kolejne pięć milionów. Bo dobre widowisko musi być dobrze opłacane. W sumie każdy piłkarz Barcelony w tym roku uzyskał już 1,5 mln euro z tytułu premii. To czterokrotność rocznych poborów Łukasza Garguły, najlepiej zarabiającego piłkarza ekstraklasy. I zapewne tysiąckrotność jego premii.

Uspokoił się nieco również właściciel Interu Massimo Moratti. On wprawdzie nie zwraca szczególnej uwagi ani na budżet (działa w przemyśle paliwowym), ani kibiców (we Włoszech nie ma socios), ale za to liczy się z legendą swojego ojca Angelo, który jako prezes Interu zdobywał z mediolańczykami Puchar Europy. Massimo jeszcze nie osiągnął takiego sukcesu, więc gdyby Inter przegrał w środę z Rubinem, skończyłoby się to katastrofą nie tylko dla trenera Jose Mourinho, ale i kilku piłkarzy. Na szczęście ci wygrali bez problemu 2:0. - Myślałem, że we Włoszech liczy się tylko wynik, ale najwyraźniej chyba jest inaczej. Sądzicie, że skopiowałem taktykę Milanu i dlatego wygraliśmy? My wcześniej tak graliśmy, nikogo nie naśladuję - triumfował po meczu Mourinho.

W drużynie z Kazania nieźle zagrał Rafał Murawski. Pochwaliła go nawet La Gazzetta dello Sport. Dobrze spisał się również inny Polak, bramkarz Arsenalu Łukasz Fabiański. SkySports dał mu notę "7". - Chciałbym, aby mój rywal do gry w bramce Manuel Almunia cały czas czuł presję, wiedział, że jestem gotowy - powiedział Fabiański.

Wprawdzie londyńczycy przegrali 0:1 z Olympiakosem, ale wystawili najmłodszy skład w historii Ligi Mistrzów. Średnia wieku Arsenalu wynosiła 21 lat. Grali tacy piłkarze, jak Aaron Ramsey czy... Tom Cruise.

Niektórzy walczyli nie o awans, ale o trzecie miejsce w grupie, które gwarantowało grę w Lidze Europy. W niesamowitych okolicznościach udało się to Standardowi Liege. Belgowie do 95. minuty przegrywali 0:1 z AZ Alkmaar. Jednak do ostatniej akcji meczu podłączył się bramkarz gospodarzy Sinan Bolat. W asyście trzech obrońców wyskoczył do dośrodkowania i świetnym strzałem głową doprowadził do remisu. - Spojrzałem na ławkę rezerwowych, aby dostać pozwolenie na wypad pod pole karne AZ. Wszyscy mnie zachęcili. Potem zobaczyłem lecącą piłkę i wyskoczyłem... Nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem. Dziękuję Bogu! - powiedział turecki bramkarz.

Po tej bramce nikt nie był w stanie go dogonić, cieszył się niczym Marco Tardelli po golu strzelonym Niemcom w finale MŚ w 1982 r. Akcja godna reklamy Ligi Mistrzów.

@RY1@i02/2009/242/i02.2009.242.000.015a.001.jpg@RY2@

Leo Messi (z prawej) najpierw zapewnił Barcelonie awans, a potem doznał kontuzji

AFP

Daniel Rupiński

daniel.rupinski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.