Toksyczne śmieci w centrum miasta
Nielegalne wyrzucanie toksycznych, a nawet radioaktywnych śmieci w Afryce przez zachodnie firmy to w ostatnich latach częsty - bo wyjątkowo opłacalny - proceder.
Bardzo rzadko jednak zdarza się złapać winnych na gorącym uczynku. Brytyjskiemu dziennikowi "Guardian" udało się tym razem dotrzeć do informacji dowodzących, że brytyjsko-holenderska firma naftowa Trafigura, ponosi odpowiedzialność za jedną z największych katastrof ekologicznych ostatnich lat, która wydarzyła się niedawno na Wybrzeżu Kości Słoniowej.
- 15 osób zmarło, 69 było w stanie ciężkim, a ponad sto tysięcy musiało zostać oddanych hospitalizacji. Teraz zyskaliśmy przekonujące dowody na to, że miało to związek z tymi odpadami - powiedział specjalny wysłannik ONZ Okechukwu Ibeanu.
W 2006 roku kilkadziesiąt ton toksycznych substancji zostało wylanych niemal w samym centrum Abidżanu, największego miasta Wybrzeża Kości Słoniowej. Właścicielem zabójczego ładunku była Trafigura, która - jak wynika z ujawnionej korespondencji - "cholernie tanio" kupiła resztki po przetworzeniu zanieczyszczonej siarką meksykańskiej ropy. Liczyła, że na cichym pozbyciu się lepkiej, czarnej i cuchnącej mazi zarobi ok. 7 mln dolarów. Przedstawicielom firmy udało się przekupić miejscowych notabli, którzy dali zgodę na wylanie toksycznych odpadów w sercu 4-milionowego miasta.
Gdy do szpitali zaczęli zgłaszać się pierwsi ludzie z objawami zatrucia, a na ulicach Abidżanu doszło do zamieszek, Trafigura przekonywała, że przewieziony przez nią ładunek "był całkowicie bezpieczny i nieszkodliwy" oraz że nie stanowi "nawet najmiejszego zagrożenia". Jeszcze we wtorek potężna firma groziła karnymi procesami norweskim dziennikarzom, którzy próbowali opisać jej nielegalne interesy.
Ale według opublikowanych wczoraj w "Guardianie" fragmentów wewnętrznej korespondencji Trafigura od samego początku doskonale zdawała sobie sprawę ze szkodliwości ładunku dla ludzkiego zdrowia. "Nie wiem na razie, jak się pozbyć tych pomyj, ale musi być na to jakiś sposób. Trzeba komuś zapłacić za ich zabranie" - możemy przeczytać w jednym z firmowych mejli.
Pomimo ujawnienia treści elektronicznych listów Trafigura nie zamierza składać broni. Jej prawnicy twierdzą, iż zamieszczone w "Guardianie" fragmenty korespondencji zostały wyrwane z kontekstu i nie mogą być traktowane "literalnie". Próbują też przekonać, że raporty z autopsji ofiar - dokonane przez patologów z uniwersytetów Wybrzeża Kości Słoniowej - nie są przekonujące i nikt nie dowiódł tego, że to odpady spowodowały katastrofę ekologiczną.
Publikacja "Guardiana" to niejedyny problem Trafigury. Akcję przeciwko trucicielowi zapowiedział już Greenpeace, jedna z najpotężniejszych na świecie organizacji ekologicznych. Całej sprawie ma się zamiar przyjrzeć również brytyjski rząd laburzystów, który chce być postrzegany jako dbający o środowisko naturalne.
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu