Po bankructwie... baby boom
To najbardziej nieoczekiwany efekt kryzysu gospodarczego. Islandia, która jesienią ubiegłego roku stanęła na krawędzi bankructwa, przeżywa obecnie baby boom. "Kreppa babies", czyli kryzysowe dzieci, spowodowały, że liczba tegorocznych narodzin już teraz jest o 3,5 proc. większa niż w takim samym okresie 2008 r.
Wyjątkowo duża liczba narodzin w ostatnich tygodniach jest dość powszechnie łączona z kompletnym załamaniem sektora bankowego przed prawie rokiem. Zdaniem jednych, w sytuacji gdy bezrobocie na wyspie wzrosło do 9 proc., ludzie mają więcej czasu dla siebie, inni sugerują, że jest efekt odreagowania emocji wywołanych przez traumatyczny kryzys.
Ostatnie 12 miesięcy rzeczywiście było najbardziej niespokojne w najnowszej historii 300-tysięcznego państwa. Jeszcze niedawno Islandczycy, którzy dzięki usługom bankowym mieli najwyższy dochodów na głowę w Europie, jeździli na zakupy do Londynu, a islandzkie firmy przejmowały znane brytyjskie marki. Okazało się jednak, że banki, udzielając zbyt dużych pożyczek, straciły płynność finansową. W ciągu kilku tygodni korona islandzka straciła 35 proc. wartości, kapitalizacja tamtejszej giełdy spadła o 90 proc., inflacja przekroczyła 18 proc., a rząd - aby uchronić kraj przed faktycznym bankructwem - zwrócił się do MFW o pożyczkę w wysokości 4 mld euro.
Polityczną konsekwencją kryzysu było ustąpienie rządu, przedterminowe wybory i złożenie wniosku o członkostwo w Unii Europejskiej. Decyzja o rozpoczęciu integracji ma być nadzieją na przetrwanie kryzysu. Podobnie jak "kreppa babies".
bjn
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu