Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Orban obciął pensję szefowi banku

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Najpierw węgierski premier zerwał współpracę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Unią Europejską. Teraz będzie walczył z Europejskim Bankiem Centralnym.

Wszystko po tym, jak Orban zdecydował o obcięciu o dwie trzecie pensji szefa Banku Centralnego Węgier Andrasa Simora. Komisja Europejska uznała, że naruszył w ten sposób niezależność tej instytucji.

Do tej pory Orban wywierał presję na Simora. Cel był jasny: rezygnacja z zajmowanego stanowiska. Teraz to się zmieniło. Według wczorajszego wydania dziennika "New York Times" rządzący Fidesz chce nawet doprowadzić do przedstawienia Simorowi zarzutów kryminalnych za jego podejrzane inwestycje na Cyprze.

Problem jednak w tym, że jeśli Budapeszt posunie się za daleko, narazi się na ostracyzm Brukseli. Co więcej: jeśli EBC udowodni, że decyzja Orbana jest niezgodna z prawem unijnym, rząd będzie się musiał z niej wycofać.

Premier Węgier jest w konflikcie z Simorem z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze obarcza go odpowiedzialnością za recesję. Po drugie zarzuca mu ukrywanie dochodów w rajach podatkowych. I co najważniejsze, Simor zdobyl stanowisko z nadania socjalistów - politycznych konkurentów centroprawicowego Fideszu.

Właśnie dlatego jest on w tej chwili jedyną realną opozycją dla gospodarczych pomysłów Orbana.

Szefowany przez niego Bank Centralny prowadzi politykę utrzymywania wysokich stóp procentowych. Obecnie na poziomie 5,25 proc., co jest jednym z najwyższych w Europie. Tymczasem rząd chce niższych stóp i mniej rygorystycznej walki z deficytem budżetowym. Co ciekawe, w krucjacie przeciw Simorowi Orbana poparł... duży francuski bank komercyjny Societe Generale. W wydanym niedawno komunikacie twierdzi, że podnoszenie stóp procentowych na Węgrzech doprowadzi do dalszego załamania gospodarki i kolejnych bankructw małych przedsiębiorstw.

Złotym środkiem Orbana na rozkręcenie zadłużonej węgierskiej gospodarki ma być obniżanie podatków (co z kolei oznacza mniejsze wpływy do budżetu i większy deficyt). Właśnie różnice co do tego, jak wyciągnąć kraj z kryzysu, były przyczyną zerwania współpracy między Budapesztem a MFW i UE.

Za każdym razem, gdy inwestorzy słyszą o tarciach na linii zagranica - Budapeszt, słabnie forint. Tracą na tym zadłużeni w obcych walutach Węgrzy. Aż 70 proc. kredytów w tym kraju jest denominowanych w obcych walutach (przede wszystkim we frankach szwajcarskich i w euro). Węgrzy mają na barkach pożyczki warte 32 mld euro, których nie są w stanie spłacić.

To, co irytuje MFW i UE, paradoksalnie napędza popularność Orbana nad Dunajem. Tymczasem jesienią na Węgrzech mają się odbyć wybory lokalne. I tu pojawia się kolejny problem dla Brukseli. Wygrana Fideszu w tych wyborach zachęci opozycyjnych polityków w zadłużonych Grecji, Portugalii czy Hiszpanii do pójścia drogą konfrontacji z Brukselą na wzór Budapesztu.

@RY1@i02/2010/150/i02.2010.150.000.010a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

Premier Viktor Orban

@RY1@i02/2010/150/i02.2010.150.000.010a.002.jpg@RY2@

Fot. AP

Szef Banku Centralnego Andras Simor

Marta Kucharska

marta.kucharska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.