Dziennik Gazeta Prawana logo

Rusza infolinia dla sympatyków dżihadu

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Z końcem czerwca w Niemczech ma ruszyć program skierowany do członków radykalnych ruchów muzułmańskich, którzy chcieliby opuścić szeregi dżihadystów i rozpocząć normalne życie.

W ten sposób urząd ochrony konstytucji chciałby przerzedzić kilkudziesięciotysięczną rzeszę zwolenników muzułmańskiego terroryzmu, która osiadła nad Renem.

Program wyjścia z ugrupowań sympatyzujących z Al-Kaidą i tym podobnymi grupami jest wzorowany na organizowanych wcześniej programach skierowanych do członków grup neonazistowskich.

Zgodnie z oświadczeniem szefa urzędu ochrony konstytucji Heinza Fromma już w najbliższych dniach ma zostać uruchomiona specjalna linia telefoniczna, dzięki której osoby chcące opuścić szeregi radykałów dowiedzą się, jak tego dokonać. Niemcy chcą być przygotowani na każdą ewentualność - dlatego na infolinii mają być też zatrudnieni specjaliści znający poza niemieckim języki turecki i arabski.

Zarówno niemieccy urzędnicy, jak i eksperci przestrzegają jednak, by nie wiązać z programem nadmiernych nadziei. Organizowane od kilku lat inicjatywy skierowane do neonazistów przyniosły umiarkowany - choć niewątpliwie pozytywny - efekt: liczba aktów przemocy popełnionych przez sympatyków skrajnej prawicy spadła w ubiegłym roku o kilkanaście procent. Na infolinię urzędu dzwoniono do tej pory ponad tysiąc razy. W trzystu przypadkach rzeczywiście byli to członkowie grup neonazistowskich. Około 120 z nich otrzymało - lub wciąż otrzymuje - pomoc od władz, mającą umożliwić im zerwanie z przeszłością.

Lepsze to jednak niż nic, tym bardziej że zwolenników dżihadu nad Renem przybywa. Zgodnie z danymi niemieckich służb bezpieczeństwa ich liczba przekroczyła w zeszłym roku 36 tysięcy, co oznacza 5-procentowy wzrost w porównaniu do poprzedniego roku. Urząd ochrony konstytucji zidentyfikował 29 grup zrzeszających zwolenników zbrojnego islamu, wśród których największa jest Milli Görü - niemiecki odłam paneuropejskiego ruchu o tureckich korzeniach, odwołującego się do konserwatywnego islamu. Władze w Berlinie dyplomatycznie opisują to ugrupowanie jako antydemokratyczne.

Ogólnonarodowy alarm niemieckie służby bezpieczeństwa musiały ogłosić w zeszłym roku, gdy tuż przed wyborami do Bundestagu strony dżihadystów obiegła bezprecedensowa zdaniem ekspertów liczba gróźb pod adresem Niemiec. Radykałowie próbowali w ten sposób wymusić na politykach obietnicę wycofania misji Bundeswehry z Afganistanu. Tym razem skończyło się na pogróżkach, ale agenci przyznają, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat udaremnili siedem poważnych prób ataków terrorystycznych przygotowanych przez sympatyków dżihadu.

Nie ma jednak tygodnia, żeby opinii publicznej nad Renem nie elektryzowały nowe doniesienia o islamistach rodzimego chowu. Na przykład w ostatni poniedziałek w Pakistanie aresztowano bojownika, który okazał się być niemieckim obywatelem. Rami M. - Niemiec syryjskiego pochodzenia - został zidentyfikowany przez służby w Berlinie jako członek radykalnej grupy powiązanej z meczetem Al-Quds w Hamburgu. Został schwytany w momencie, gdy przebrany w kobiecą burkę próbował przejechać przez punkt kontrolny pakistańskiej armii. W aucie, którym jechał, znaleziono m.in. dwa kałasznikowy. Niemcy zdają sobie sprawę, że na pograniczu afgańsko-pakistańskim przebywa co najmniej kilkudziesięciu ich rodaków. Wiedzą też, że niektórzy z nich są przez dowódców odsyłani do ojczyzny, by przygotowywać tam zamachy. Pytanie tylko, czy infolinia będzie w stanie wyrwać ich spod wpływu radykalnych mułłów.

@RY1@i02/2010/121/i02.2010.121.000.014a.001.jpg@RY2@

Fot. AP

List gończy za niemieckim dżihadystą

Mariusz Janik

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.