Skrajna prawica stawia na gospodarkę i wygrywa
Po dzisiejszych wyborach w Holandii skrajnie prawicowa Partia Wolności Geerta Wildersa stanie się czwartą siłą w parlamencie. Choć raczej nie wejdzie do rządu, wiele jej pomysłów gospodarczych będzie musiał wprowadzić w życie nowy szef państwa.
W 16,5-milionowym kraju, w którym aż 1/5 mieszkańców stanowią imigranci, Wilders zbudował partię na hasłach zwalczania islamu. Proponuje m.in. zakaz publikacji Koranu, zaostrzenie kar za przestępstwa popełnione przez imigrantów i w końcu wywóz siłą tych, którzy przybyli do Holandii nielegalnie.
Jednak kryzys zmienił priorytety holenderskich wyborców. Teraz najważniejsze jest dla nich, jak zdynamizować niemrawo rozwijającą się gospodarkę, która w ubiegłym roku skurczyła się o 3,9 proc. PKB. Dlatego Wilders przedstawił śmiały i zarazem bardzo racjonalny plan jej naprawy.
Wilders zapowiada radykalne odchudzenie holenderskiego państwa. Dzięki proponowanym przez niego obniżkom podatków w kieszeni Holendrów ma pozostać 16 mld euro rocznie. Szef PVV proponuje też zniesienie pensji minimalnej i ograniczenie subwencji dla wielodzietnych rodzin. Jego zdaniem aż 40 proc. wydatków socjalnych trafia bowiem do rodzin imigranckich.
W opublikowanym niedawno manifeście "Klarowne wino" przywódca PVV proponuje również zasadnicze uproszczenie procedur administracyjnych i zlikwidowanie subwencji dla przedsiębiorstw państwowych. Holandia ma także zaoszczędzić na składce do budżetu Unii Europejskiej. Ile? Tego w swoim programie nie precyzuje, mówi jedynie o wielu miliardach euro rocznie. Ograniczenie daniny na rzecz Brukseli jest jednak jego zdaniem jak najbardziej konieczne, bo dziś niewielkie Królestwo Niderlandów, poza Niemcami, jest największym płatnikiem netto do wspólnotowej kasy.
Postawienie na gospodarkę zaowocowało wzrostem poparcia dla Partii Wolności. Z ostatnich sondaży wynika, że ugrupowanie Wildersa nawet podwoi liczbę posiadanych mandatów do 18 w 150-osobowym parlamencie i będzie czwartą siłą polityczną w kraju. Raczej nie wejdzie do rządu, bo żadne z liczących się ugrupowań nie chce z nim zawiązywać koalicji. - Na największe poparcie może liczyć liberalna Partia VVD. To ona z mniejszym ugrupowaniem liberalnym D66 będzie tworzyć podstawę nowego rządu - przewiduje Andre Krouwel z Uniwersytetu w Amsterdamie.
Mimo wszystko Wilders może zachować znaczący wpływ na politykę gospodarczą kraju. Liberałowie chcą bowiem wprowadzić w życie radykalny plan oszczędności budżetowych wart 20 mld euro. Wszystko po to, aby powstrzymać narastający dług publiczny. Reformy mają także polegać na wydłużeniu wieku emerytalnego z 65 do 67 lat.
Polityka zaciskania pasa nie podoba się jednak dotychczasowym partiom koalicji rządowej: chadekom i Partii Pracy. A bez nich VVD nie zdoła zbudować większości w parlamencie. - Jeśli liberałowie będą chcieli odchudzić holenderskie państwo, będą musieli pozyskać poparcie Partii Wolności - wskazuje Andre Krouwel.
@RY1@i02/2010/110/i02.2010.110.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Geert Wilders proponuje zniesienie pensji minimalnej
Jędrzej Bielecki
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu