Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Szukanie recepty na bezrobocie

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Rząd Hiszpanii musi przekonać związkowców, by zgodzili się na rewolucję na rynku pracy. Ma czas do końca miesiąca

Celestino Corbacho, szef resortu pracy Hiszpanii, nie chce, by jego kraj poszedł śladem Grecji - czarnej owcy Europy.

Sposobem na ocalenie ma być liberalizacja rynku pracy. Trzeba działać szybko, bo już teraz prawie co czwarty Hiszpan jest bezrobotny.

Kiedy Corbacho wchodził do lewicowego rządu Jose Luis Rodriguez Zapatero i obejmował tekę ministra pracy, nie wiedział, że przyjdzie mu się zmierzyć z tak poważnym zadaniem. Ten były szef socjaldemokratów w Katalonii i wieloletni burmistrz drugiego co do wielkości miasta regionu - LHospitalet de Llobregat - dostał się do rządu, bo tak nakazywała tradycja: zgodnie z nią, kilka stanowisk ministerialnych przypada Katalonii.

Teraz Corbacho musi wykonać tytaniczny wysiłek i przekonać potężne związki zawodowe, by poparły rządowe pomysły. Negocjacje już się rozpoczęły. Mają trwać do końca miesiąca.

Jeżeli zakończą się fiaskiem, krajowi grozi fala protestów. O tym, że nie są to przelewki, można było przekonać się na początku roku, kiedy związkowcy wyprowadzili na ulice setki tysięcy ludzi. Tylko w Madrycie przeciwko rządowych planom cięć wydatków budżetowych i podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 roku życia protestowało 60 tys. osób. Niektórzy związkowcy już wtedy otwarcie wzywali do strajku generalnego. Rząd boi się go jak ognia, bo masowe protesty doszczętnie sparaliżowałby Hiszpanię i zrujnowały jej gospodarkę.

W czasie, gdy przez kraj przetaczały się manifestacje, Celestino Corbacho w monumentalnej siedzibie ministerstwa w centrum Madrytu przygotowywał swój plan walki z bezrobociem. Nie jest to łatwe, bo w Hiszpanii pracownicy mają do powiedzenia o wiele więcej niż w innych krajach Europy. Eksperci mówią wprost: prawo pracy przez lata było pisane pod dyktando związków zawodowych.

Efekt jest taki, że płaca minimalna w Hiszpanii jest wysoka - wynosi około 700 euro. Hojne są zasiłki dla bezrobotnych, a zwolnienia trudne i kosztowane dla pracodawców. Zredukowany pracownik dostaje odprawę w wysokości 45 dni roboczych za każdy rok, który przepracował w firmie. Równocześnie zaczyna otrzymywać zasiłek. Kończy się to często tym, że teoretycznie bezrobotny Hiszpan nawet przez kilkanaście miesięcy jest na garnuszku państwa, a jednocześnie pracuje w rosnącej z miesiąca na miesiąc szarej strefie. Już teraz odpowiada ona za około 20 proc. hiszpańskiej gospodarki.

Z tymi absurdami chce się teraz zmierzyć Corbacho. Zapowiada bezpardonową walkę z gigantycznymi odprawami, chcę wprowadzić zachęty finansowe dla firm, które będą zatrudniać osoby młode i bezrobotne od dłuższego czasu. Minister tworzy też system subsydiów dla przedsiębiorców, którzy zamiast wręczać wypowiedzenia, będą redukować czas pracy.

Co z tego wyjdzie, okaże się w ciągu kilku najbliższych tygodni. Jeżeli Corbacho odniesie sukces, gospodarka Hiszpanii będzie miała szansę złapać oddech.

@RY1@i02/2010/071/i02.2010.071.000.024a.001.jpg@RY2@

Fot. REUTERS FORUM

Kolejki przed urzędami pracy w Hiszpanii są coraz dłuższe

Mariusz Gawrychowski

mariusz.gawrychowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.