Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Miał odwagę powiedzieć: nie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Polski spór między NBP, RPP a rządem to drobiazg w porównaniu z otwartą wojną o rezerwy banku centralnego, jaka wybuchła w Argentynie

Zwycięzca wojny w Argentynie jest już znany - to pani prezydent Cristina Kirchner. Szef banku centralnego Martin Redrado zrezygnował ze stanowiska, a w zeszłym tygodniu sąd ostatecznie orzekł, że część rezerw banku może pójść na spłatę zadłużenia zagranicznego kraju.

Chodziło o duże pieniądze i niebezpieczeństwo kolejnego bankructwa Argentyny. Układ, jaki ten kraj zawarł z wierzycielami po kryzysie sprzed 10 lat, przewidywał w tym roku spłatę 13 mld dol. zadłużenia zagranicznego. Tymczasem na początku roku w kasie państwa brakowało na ten cel 6,5 mld dol. Każdy inny rząd szukałby oszczędności w budżecie lub usiłował pożyczyć brakujące pieniądze. Jednak nie argentyński.

Prezydent Kirchner pod koniec zeszłego roku wpadła na pomysł, który jest koszmarem każdego prezesa banku centralnego na świecie. Odkryła, że 400 metrów od jej pałacu, w siedzibie banku, spoczywa prawdziwy skarb - 48 mld dol. przynoszących niewielki dochód rezerw dewizowych. Przeszkoda w sięgnięciu po te pieniądze była tylko jedna - Martin Redrado, szef Banco Central de la República Argentina.

Ten niespełna 50-letni absolwent Harvardu, były pracownik Wall Street i zbawca gospodarki Boliwii w latach 80., zachował się jak rasowy bankowiec. Widząc w pomyśle rządu zamach na suwerenność banku centralnego, zdecydował się otwarcie i głośno powiedzieć: nie. Od tego momentu konflikt między bankiem centralnym a rządem i prezydentem Argentyny rozwijał się w tempie dobrego filmu sensacyjnego.

Najpierw prezydent, za pośrednictwem rządu, wezwała prezesa do ustąpienia. Ten jednak tego nie zrobił, powołując się na statut banku, który mówi, że może go odwołać tylko argentyński parlament. To było sprytne posunięcie, bo od 2009 roku partia prezydenta nie miała już w nim większości. W odpowiedzi z ust szefa gabinetu Cristiny Kirchner padło zapewnienie, że prezes już nigdy do banku nie wejdzie.

Siedziba banku centralnego została otoczona przez policję, a kiedy Redrado usiłował dostać się do swojej pracy, został odprawiony z kwitkiem przez funkcjonariuszy. Udał się od razu do komisariatu, gdzie złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez gabinet prezydenta. Następnego dnia dekret Cristiny Kirchner o wypłacie pieniędzy z rezerw walutowych został zawieszony przez sąd. W odpowiedzi prezydent mianowała nowego szefa banku centralnego.

Za Redrado murem stanęli prezesi największych banków centralnych na świecie. Jean-Claude Trichet z Europejskiego Banku Centralnego życzył mu, by trwał na pokładzie okrętu jak prawdziwy kapitan.

@RY1@i02/2010/066/i02.2010.066.000.024a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP/East News

Martin Redrado przekonał się jakie są granice niezależności banku centralnego

Mariusz Gawrychowski

mariusz.gawrychowski@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.