Ferrari otworzyło sezon dubletem: Alonso przed Massą
Ani McLaren z dwoma mistrzami świata, ani niemiecki Mercedes z Michaelem Schumacherem, ale Ferrari wygrało inaugurujące sezon GP Bahrajnu.
I to dubletem: Fernando Alonso przed Felipe Massą. Robert Kubica miał pecha. Do końca bezskutecznie walczył o ostatnie punktowane miejsce.
- W tym sezonie wyścigi Formuły 1 będą jeszcze bardziej nudne - prorokował Kubica pytany, jak zmieni jego dyscyplinę zakaz tankowania. W przeciwieństwie do niego światek F1 ekscytuje się zmianami - nowe przepisy, nowe teamy, powrót starej gwiazdy i szersza czołówka. Trochę na przekór GP Bahrajnu zaczęło się od małego deja vu - do 34. okrążenia pewnie prowadził zwycięzca ostatniego wyścigu zeszłego sezonu Sebastian Vettel. Niemiec z teamu Red Bull nazywany "Baby Schumacher" ruszył wczoraj z pole position i resztę stawki zostawił za sobą. Kroku dotrzymywali mu tylko Alonso i Massa. Ostatecznie to oni okazali się beneficjantami jego dramatu - w utrzymaniu mistrzowskiego tempa przeszkodziła Vettelowi awaria wydechu. Determinacja, z jaką bronił miejsca w czołówce, robiła wrażenie, ale ostatecznie zdołał go jeszcze wyprzedzić i zepchnąć z trzeciego stopnia podium Lewis Hamilton z McLarena.
Vettel wygrał wczorajsze GP w nieoficjalnej klasyfikacji najszybszych pit stopów - po zmianie przepisów kierowcy zjeżdżają tam tylko po to, aby wymienić komplet opon. Tyle tylko że w zapowiadanych przez Red Bull dwóch sekund zrobiły się cztery.
Zgodnie z przewidywaniami w walce o najwyższe miejsca brali udział kierowcy Red Bulla, Ferrari i McLarena. Po kilku wyścigach może dołączy do nich jeszcze Mercedes z Michaelem Schumacherem. Na torze Sakhir siedmiokrotny mistrz świta nie był w stanie odegrać kluczowej roli, nie wygrał nawet z kolegą z teamu Nico Rosbergiem.
Alonso triumofował: - Powrót na podium to wspaniałe uczucie. Nie można sobie lepiej wyobrazić początku mojej współpracy z Ferrari - mówił Hiszpan, który odniósł wczoraj 22. zwycięstwo w karierze. Dwukrotny mistrz świata ma jednak za sobą dwa słabsze sezony w podupadającym Renault i rozczarowujący rok w McLarenie. Wygląda na to, że wreszcie dostał w ręce bolid, w którym będzie mógł zrealizować swoje ambicje. GP Bahrajnu wygrywał już w 2005 i 2006 roku - oba te sezony skończył jako mistrz świata. Klasę samochodu Ferrari potwierdza także drugie miejsce Massy. Brazylijczyk ścigał się po raz pierwszy od czasu dramatycznego wypadku w zeszłorocznych kwalifikacjach do GP Węgier, po którym przeszedł trepanację czaszki i jego powrót do pełnej sprawności był zagadką.
Dla Renault ten wyścig pod wieloma względami był debiutem - zupełnie nowa sytuacja własnościowa w teamie, nowy zestaw kierowców, nowi sponsorzy. Niestety nie był to debiut udany. Kubica w kwalifikacjach wywalczył 9. miejsce, startował z piątej linii i zrobił to całkiem sprawnie. Niestety na wyjściu z pierwszego zakrętu w chmurze dymu, jaka wydobyła się spod kół jednego z bolidów w Polaka wjechał Adrian Sutil, z Force India. W rezultacie obaj znaleźli się na szarym końcu. Kubica pracowicie odrabiał straty, w miarę jak bolid wypalał paliwo i stawał się coraz lżejszy, notował nawet rekordy okrążeń. Z 21. miejsca zdołał się przebić na 11. Potem stracił szybkość.
- Końcówka w moim wykonaniu była słaba, bo musiałem oszczędzać paliwo. Szkoda, bo punkty były naprawdę blisko - mówiła Kubica. W tym roku punktowane są miejsca 1 - 10.
Jego rozpoczynający karierę w F1 kolega Witalij Pietrow nie zapamięta GP Bahrajnu. Na 14. okrążeniu zjechał na pit lane i już tam pozostał. Rosyjscy kibice, których ma nadzieję przyciągnąć do F1 Pietrow, mogli już odejść od telewizorów.
@RY1@i02/2010/051/i02.2010.051.000.020a.001.jpg@RY2@
Fot PAP/EPA
Dwa samochody Ferrari na czele stawki
Marta Mikiel
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu