Restrykcyjne przepisy ocaliły życie tysięcy ludzi
Choć sobotnie trzęsienie ziemi w Chile było jednym z najsilniejszych w historii, jak dotąd liczba ofiar kataklizmu jest znacznie niższa niż we wcześniejszych podobnych tragediach na Haiti czy w chińskim Syczuanie.
Zdaniem ekspertów to nie tylko efekt mniej gęstego zaludnienia w rejonie epicentrum, ale przede wszystkim dużo solidniejszych przepisów i praktyki budowlanej w najzamożniejszym państwie Ameryki Łacińskiej.
Wiele mówi już samo zestawienie faktów: 14 stycznia 2010 roku, dwie doby po 7-stopniowym (w skali Richtera) trzęsieniu ziemi na Haiti, tamtejsze władze szacowały liczbę zabitych na 50 tys. 48 godzin po potężnych sobotnich wstrząsach w Chile, które osiągnęły 8,8 stopnia, rząd w Santiago mówi o co najmniej 700 zabitych. Sejsmolodzy podkreślają wprawdzie, że Chilijczycy mieli dużo szczęścia. - Tamtejszy uskok tektoniczny znajduje się ok. 40 km od gęsto zaludnionego wybrzeża, podczas gdy na Haiti ziemia zatrzęsła się zaledwie 5 km od aglomeracji Leogane - mówi nam David Robins, sejsmolog z uniwersytetu w Oksfordzie. Jednocześnie on i większość jego kolegów przyznają jednak, że decydującą rolę w uniknięciu powtórki styczniowej tragedii Haiti odegrała konsekwentna polityka budowlana, która ma minimalizować szkody, jeszcze zanim ziemia zaczyna się trząść.
- Chilijczycy wyciągnęli po prostu lekcje z historii - dodaje Robins. Przypomina, że od 1973 roku region, w którym leży Chile, nawiedziło 13 trzęsień ziemi o sile ponad 7 stopni w skali Richtera. Także najpotężniejsze udokumentowane trzęsienie w historii świata - 9,5 stopnia w skali Richtera - miało miejsce w 1960 roku w pobliżu aglomeracji Concepcion. - W Chile od lat stosuje się ostre normy budowlane, walczy z budowlanymi samowolkami i o ile to możliwe, osiedlaniem się na szczególnie ryzykownych obszarach - mówi nam Robins. Antykryzysowa polityka Santiago jest wzorowana na również żyjącej w strachu przed trzęsieniem ziemi Kalifornii, gdzie ostatnie duże wstrząsy (z 1989 roku) doprowadziły do śmierci zaledwie 63 osób, choć ich siła i specyfika były podobne do tego, co zdarzyło się na Haiti.
Dostatnie Chile czy bogata Kalifornia to jednak wyjątki na mapie największych sejsmicznych tragedii ostatnich lat, które najkrwawsze żniwo zbierały w krajach biednych. Choć wstrząsy, które nawiedziły irańskie miasto Bam w grudniu 2003 roku, były o ponad dwa stopnie słabsze niż te w Chile, liczba ofiar sięgnęła wówczas 26 tys. Śledztwa przeprowadzone po tragedii dowiodły, że uchwalone w 1989 roku restrykcyjne prawo budowlane nie było kompletnie przestrzegane. Duża część domostw powstała bez formalnych pozwoleń. Spustoszenie siało zwłaszcza powszechne użycie tradycyjnie wypalanych na słońcu cegieł lepionych z piasku, błota i słomy.
Gorzką nauczkę z ignorowania norm budowlanych na terenach sejsmicznych dostali również Chińczycy, gdy w 2008 roku w Syczuanie kataklizm o sile 8 stopni w skali Richtera zabił 68 tys. osób. Szczególnie bulwersujące było kompletne zawalenie ok. 700 szkół. Gniew rodziców spowodował wszczęcie oficjalnego dochodzenia. Choć nie doprowadziło ono do ukarania winnych, to świat poznał dzięki niemu skandaliczne normy budowlane panujące na chińskiej prowincji.
@RY1@i02/2010/042/i02.2010.042.000.011a.001.jpg@RY2@
Fot. PAP/EPA
Zniszczony dom w mieście Concepcion w Chile
@RY1@i02/2010/042/i02.2010.042.000.011a.002.jpg@RY2@
Tragiczne efekty budowlanych samowolek
Rafał Woś
rafal.wos@infor.pl
współpraca pw, kk
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu