Zapatero zmusza Hiszpanów do oszczędzania
Dziesiątki tysięcy Hiszpanów wyszło wczoraj na ulice Madrytu, Barcelony i Sewilli, aby zaprotestować przeciwko planom oszczędnościowym premiera Jose Luisa Zapatero.
Od przejęcia sześć lat temu władzy socjaliści nigdy nie stanęli przed takim wyzwaniem. Ale rząd nie ma wyboru: bez reform rynki finansowe uznają Hiszpanię za równie mało wiarygodną co Grecję.
Największe oburzenie związków zawodowych wywołała decyzja Zapatero o podniesieniu wieku emerytalnego z 65 do 67 lat. Premier nie tylko nie przeprowadził wcześniej w tej sprawie konsultacji społecznych, ale w dodatku ogłosił reformę za granicą, na forum ekonomicznym w Davos. Chciał w ten sposób zapobiec rozszerzeniu się na Hiszpanię paniki, jaką wywołała u inwestorów katastrofalna sytuacja finansowa Grecji. Ale w kraju efekt tej decyzji był fatalny.
Na tym jednak nie koniec zmian. W tym roku rząd planuje ograniczenie wydatków państwa aż o 50 mld euro. Ograniczone mają zostać nakłady na modernizację infrastruktury drogowej, ale także niektóre programy społeczne. Rząd chce także podwyższyć o 2 punkty procentowe podatek VAT, co ograniczy deficyt budżetowy o kolejne 40 mld euro. Plan reform zakłada także zasadnicze poluzowanie reguł rządzących rynkiem pracy. Dzięki zmianom pracodawcy mogliby nie tylko łatwiej zwalniać pracowników, ale także ograniczać ich pensje.
- Reformy są konieczne, aby Hiszpania znów zaczęła pracować i się rozwijać, a nie utonęła w długach - uważa Miguel Angel Ordonez, prezes hiszpańskiego banku centralnego.
Po Łotwie Hiszpania ma najwyższy wskaźnik bezrobocia w Unii: 18,8 proc. I zdaniem części ekonomistów może on wzrosnąć w tym roku nawet do 22 proc. osób w wieku produkcyjnym. Najgorzej mają ludzie młodzi, bo aż 40 proc. z nich pozostaje bez pracy.
Brak pracy to przede wszystkim wynik zbyt wysokich pensji przy słabej - w porównaniu z Niemcami, Francją czy i innymi głównymi gospodarkami eurolandu - wydajności. Jednak na zmianę warunków uposażeń nie zgadzają się związki zawodowe. Z tego powodu Hiszpania pozostaje jedyną dużą gospodarką Zachodu, która wciąż nie może wydobyć się z recesji. Nawet w przyszłym roku, przewiduje OECD, wzrost ma być niezwykle anemiczny i ograniczyć się do 0,9 proc.
- Wielka Brytania nie należy do strefy euro i może stać się bardziej konkurencyjna dzięki dewaluacji funta. My takiej możliwości nie mamy - podkreśla Jaime Dannhauser, ekonomista agencji Lombard Street.
Pod rządami socjalistów wzrost gospodarczy napędzał przede wszystkim niezwykły boom mieszkaniowy finansowany z kredytów. Dzięki niemu nawet mieszkania w bloku na przedmieściach Barcelony osiągały 4 - 5 tys. euro za metr kwadratowy. Gdy jednak bańka nieruchomości w zeszłym roku gwałtownie pękła, zabrakło alternatywnego silnika, który mógłby utrzymać wzrost hiszpańskiej gospodarki.
Innym problemem jest rosnące zadłużenie kraju. W zeszłym roku deficyt budżetowy wyniósł aż 11,4 proc. PKB. To niewiele mniej niż Grecji, choć atutem Madrytu jest o wiele mniejsze zadłużenie niż Aten.
Mimo wszystko, aby utrzymać zaufanie inwestorów, Zapatero obiecał, że w tym roku deficyt budżetowy spadnie do ok. 8 proc. PKB, a w 2012 r. zejdzie poniżej dopuszczalnego poziomu 3 proc. PKB. To właśnie z tego powodu rząd ogłosił bolesny plan cięć socjalnych, przeciwko którym protestują związki zawodowe.
- Rząd stara się zrzucić cały ciężar kryzysu na pracowników. A przecież to bankierzy doprowadzili do obecnych kłopotów i to oni powinni teraz za nie zapłacić - przekonuje Javier Lopez, przywódca Konfederacji Związków Zawodowych.
@RY1@i02/2010/038/i02.2010.038.000.009a.001.jpg@RY2@
Fot. AFP
Tysiące Hiszpanów protestowały wczoraj przeciw Zapatero
jedrzej.bielecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu