Nieefektywna walka z dopingiem
Rocznie wydaje się kilkadziesiąt milionów dolarów na testy antydopingowe. Przyłapanych zawodników jest bardzo mało. Działacze Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej chcą ciąć koszty zmieniając procedury związane z badaniami
30 milionów dolarów wydała FIFA w zeszłym roku na 33 tys. indywidualnych badań antydopingowych. Tylko 10 testów było pozytywnych. Międzynarodowa federacja twierdzi, że nie ma wśród piłkarzy czegoś takiego jak kultura dopingowa. Jednocześnie przyznaje się, że nie wie prawie nic na temat afrykańskich roślin, które pełnią rolę stymulantów, i straszy niezapowiedzianymi kontrolami podczas zgrupowań przed tegorocznym mundialem w RPA.
W RPA skończyła się trzydniowa konferencja FIFA, na której obecni byli przedstawiciele sztabów medycznych wszystkich 32 finalistów mistrzostw świata. Musieli podpisać specjalną deklarację, w której oficjalnie popierają wszystkie antydopingowe działania FIFA, deklarują współpracę oraz chęć walki z ewentualnym dopingiem w swoich drużynach. Zostali również poinstruowani, że do 22 marca wszystkie drużyny muszą podać dokładną rozpiskę, gdzie, kiedy i jak długo będą na zgrupowaniach. Antydopingowi przedstawiciele FIFA mogą im bowiem złożyć niezapowiedzianą wizytę.
- Dwa miesiące przed mundialem będziemy przyjeżdżać na zgrupowania reprezentacji i poddawać zawodników kontroli - powiedział szef komisji medycznej FIFA prof. Jiri Dvorak, dodając, że ośmiu piłkarzy z każdej drużyny zostanie w tym czasie wybranych losowo i przebadanych. - Natomiast już podczas samych mistrzostw świata po meczu dwóch piłkarzy z danej reprezentacji zostanie eskortowanych na badania.
W sumie przed mundialem i podczas niego FIFA przeprowadzi 576 testów. Sporo. Każdy test kosztuje około tysiąca dolarów. Ponad 95 proc. z nich jest negatywnych.
- Statystyki z ostatnich 15 lat pokazują, że liczba dodatnich testów wynosi mniej niż procent - mówi w rozmowie z DGP dr Urszula Zdanowicz z zespołu antydopingowego w komisji medycznej PZPN. - Większość zawodników jest łapana na paleniu trawki czy innych używek. To im się z dopingiem w ogóle nie kojarzy. Pojedyncze przypadki to pozytywne testy na obecność glikokordetosteroidów albo nawet pochodnych hormonów.
Dvorak przyznał, że program antydopingowy ma poważne wady, ponieważ przyłapanie jednego dopingowicza wiązało się z kosztem rzędu 3 mln dolarów. - Jestem tym zszokowany. Część tych pieniędzy powinniśmy byli przeznaczyć na przykład na edukację piłkarzy - dodał Michel D’Hooghe z komisji medycznej FIFA.
Międzynarodowa federacja z chęcią zmieniłaby zasady i procedury związane z badaniami, tnąc jednocześnie koszty. Pojawiły się głosy, aby badać całe drużyny, ale tylko trzy, cztery razy w roku - jak to robi UEFA - oraz kontrolować profile sterydowe i hormonalne piłkarzy. FIFA jednak jest w pewnym sensie ograniczona, ponieważ w tej kwestii wiążą ją przepisy Światowej Agencji Antydopingowej (WADA).
- FIFA była jedną z pierwszych federacji sportowych na świecie, która zaczęła przeprowadzać badania antydopingowe - zauważa Zdanowicz. Jednak porozumienie z WADA międzynarodowa federacja podpisała niedawno, po procesie, w którym WADA domagała się, aby piłkarska federacja przyjęła jej najważniejsze zasady walki z dopingiem. Tak więc FIFA, chcąc nie chcąc, stała się jednym z elementów wielkiego międzynarodowego przemysłu antydopingowego, na którym zarabiają nie tylko lekarze, ale również producenci odpowiedniego sprzętu czy właściciele specjalistycznych laboratoriów.
- W minionym roku walka z dopingiem na całym świecie mogła kosztować około 250 milionów dolarów - uważa Dvorak. W tym roku FIFA staje przed kolejnym problemem. Według raportu lekarzy drużyn RPA oraz Kamerunu w niektórych krajach afrykańskich powszechnie dostępne są rośliny, które stosuje się w medycynie czy w codziennym życiu, a które posiadają substancje stymulujące. FIFA praktycznie nic o nich nie wie. - Otrzymaliśmy próbki substancji, których nie znamy. A skoro nie znamy, to skąd mamy wiedzieć, jaki mają wpływ na organizm? - mówi D’Hooghe. - Na pewno jest wyzwanie dla WADA i całego futbolu.
- To dotyczy nie tylko piłki nożnej - dodaje Zdanowicz. - Wiele osób uważa, że jeśli coś jest roślinne, to nie ma w sobie zakazanych substancji i jest bezpieczne. Nic bardziej błędnego. Jest wiele bardzo groźnych roślin, których spożycie może być nawet śmiertelne. FIFA bardzo mocno otwiera się na nowe kontynenty, w tym roku szczególnie na Afrykę, w związku z czym spotyka się z inną kulturą, innymi obyczajami zażywania jakichś substancji. Jednak jeśli próbka pobrana od zawodnika wykaże obecność niedozwolonej substancji, to nie ma znaczenia, czy była ona w ziołach, które przyjął, czy wziął tabletkę, czy też kupił coś na czarnym rynku - i tak jest to karane. Dlatego tak ważna jest edukacja wśród zawodników oraz prowadzenie badań nad tymi substancjami. Ale nie tylko w Afryce spotykamy się z takimi problemami. W Europie również. W Polsce zdarza się, że zawodnicy wpadają na jakiś mieszankach ziołowych przywiezionych z Chin, których dokładnego składu nikt nawet nie zna - dodaje Zdanowicz.
Ekspansja FIFA na nowych rynkach będzie się więc wiązać z coraz większymi wydatkami i nowymi, uciążliwymi problemami podczas walki z dopingiem - dopingiem, którego niby nie ma, ale najwyraźniej jednak jest. Świadczą o tym niektóre sumy.
@RY1@i02/2010/038/i02.2010.038.000.0020.001.jpg@RY2@
Fot. Reuters/Forum
W 2009 roku w organizmie Jakuba Wawrzyniaka znaleziono niedozwoloną substancję
FIFA była jedną z pierwszych federacji na świecie, która zaczęła przeprowadzać testy antydopingowe. - Pierwsze badania zostały przeprowadzone w 1968 roku w czasie igrzysk w Meksyku, a rutynowe kontrole wprowadzono już w roku 1970 - mówi Urszula Zdanowicz. Z roku na roku wydatki na walkę z dopingiem rosły. Jednak w ostatnich latach liczba przyłapanych zawodników była stosunkowo bardzo mała. Ostatni przypadek dopingu wśród finalisty mundialu miał miejsce w 1994 r.
Daniel Rupiński
daniel.rupinski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu