Wszystkie kolory Bodego Millera
iedy Bode Miller przyjechał do Vancouver, nikt nie wiedział, czego się po nim spodziewać. Z pewnością jednak nie medali we wszystkich pięciu konkurencjach alpejskich, które zapowiadał. Dziś do wypełnienia planu zostały mu już tylko dwa.
Pięć miesięcy temu 32-latek znów na poważnie wziął się do trenowania i wrócił do narciarskiej reprezentacji USA po fatalnym sezonie startów w Pucharze Świata we własnym, niezależnym teamie. O tym, na co stać w Vancouver gwiazdora po przejściach, pisano sporo - w końcu to jednak Bode Miller - ale raczej bez entuzjazmu. Może wyjdzie mu jakiś niezły finisz, jeśli się postara, może urwie swoim grzeczniejszym rywalom jeden medal. A może skończy się tak jak w Turynie, dokąd Amerykanin pojechał jako najlepszy, najbardziej wszechstronny narciarz na świecie, a wrócił bez medali, za to z masą knajpianych anegdot do opowiadania w telewizyjnych talk-show. Komentatorzy nie zostawili na nim suchej nitki.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Skorzystaj z PROMOCJI NA PIERWSZY MIESIĄC.
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich treści:
wyjaśnień ekspertów, raportów i pogłębionych analiz oraz narzędzi dla specjalistów.
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.