Dziennik Gazeta Prawana logo

Permanentna recesja w Kosowie

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Równo dwa lata po ogłoszeniu niepodległości niemal co drugi mieszkaniec Kosowa pozostaje bez pracy, a zagraniczni inwestorzy wciąż uciekają z tego kraju.

Odstrasza ich nie tylko wszechobecna korupcja, ale też brak podstawowej infrastruktury i polityczna niestabilność: państwowości Kosowa wciąż nie uznaje pięć państw Unii Europejskiej. Najmłodsze państwo Europy tkwi w błędnym kole - i nic nie zapowiada, by miało się z niego wyrwać.

Ucieczka zagranicznych inwestorów nie jest w Kosowie niczym nowym - gorzej, że władzom przez ostatnie dwa lata nie udało się jej powstrzymać. Jeśli jeszcze w 2007 r. międzynarodowi administratorzy Kosowa - którzy od czasu wojny w 1999 r. praktycznie rządzili tą dawną prowincją Serbii - odnotowali napływ inwestycji zagranicznych rządu 421 mln euro, to już rok później było to tylko 355 mln. Według wstępnych szacunków i ta suma zmniejszyła się w 2009 r. o kolejne 25 proc.

Władze w Prisztinie dopatrują się przyczyn tej sytuacji w globalnym kryzysie gospodarczym. Jednak eksperci upatrują problemu gdzie indziej: w uzależnieniu od dotacji ze świata, które stanowią dziś 15 proc. budżetu państwa, w korupcji o astronomicznych rozmiarach oraz upadku przemysłu. Na dodatek, jak przyznaje sam rząd Kosowa, 4-proc. wzrost gospodarczy odnotowany w 2009 r. to wynik osiągnięty niemal wyłącznie dzięki inwestycjom publicznym.

Nawet ten pozorny sukces może wkrótce być jedynie wspomnieniem. Już dziś 40 - 43 proc. mieszkańców Kosowa nie potrafi znaleźć sobie legalnej pracy. Co roku na rynek wchodzi około 30 tys. kolejnych młodych bezrobotnych. W większości żyją z pieniędzy przesyłanych przez wielotysięczną diasporę rodaków rozsianą po całej Europie, zwłaszcza południowej. Dlatego wielu z nich w końcu decyduje się na wyjazd na Zachód (pod warunkiem że uda im się zebrać 2 - 3 tys. euro - tyle bowiem biorą miejscowi szmuglerzy za przerzucenie jednej osoby do krajów UE).

Zostają więc najbiedniejsi i najgorzej wykształceni. W efekcie Kosowo - kiedyś ważny gracz na rynkach metali - dziś nie produkuje już niemal nic. Deficyt handlowy sięgnął astronomicznej kwoty 1,7 mld euro. Potrzebne kosowskim Albańczykom towary przyjeżdżają z Macedonii, a kosowscy Serbowie robią zakupy w Serbii. Jednocześnie śladowy eksport - wart kilkanaście milionów euro - w ubiegłym roku zmniejszył się o kolejne 18 proc.

Kosowo najwyraźniej zmarnowało swoją szansę. Pod tą częścią Bałkanów leżą drugie co do wielkości złoża węgla w Europie, a jedna z miejscowych firm - koncern wydobywczy Trepcza - niegdyś była największym eksporterem socjalistycznej Jugosławii. Dziś po przemyśle z czasów Tity pozostały jedynie niezbyt malownicze ruiny. Nic zresztą dziwnego, Prisztina nie potrafi nawet zapewnić ciągłości dostaw prądu - nieodzownego dla przemysłu. W efekcie 60 proc. gospodarki stanowią szeroko pojęte usługi, kolejne 20 proc. - rolnictwo.

- Na tym etapie największe znaczenie dla inwestorów zainteresowanych Kosowem mają nie tyle miękkie czynniki, jak polityka władz czy gigantyczny poziom korupcji, lecz przede wszystkim brak regularnych i pewnych dostaw elektryczności oraz kompletnie niemal zrujnowana infrastruktura - mówi nam Denisa Kostovicova, politolog z London School of Economics. Według niej dopiero po zapewnieniu prądu i dróg przyjdzie czas na wyplenienie korupcji i przyjazną inwestorom gospodarkę.

Tyle że władze Kosowa wolą najwyraźniej inwestować w spektakularne, ale też absurdalne projekty. W ubiegłych latach ogłoszono przetargi m.in. na budowę opery imienia Ibrahima Rugovy (nieżyjącego już lidera kosowskich Albańczyków w latach 90.) czy budowę metra w 170-tysięcznej miejscowości Ferizaj/Uroszevac. Jednocześnie prace nad nową elektrownią czy autostradą mającą połączyć Prisztinę z albańskim portem w Durres ciągną się w nieskończoność. A kolejni inwestorzy pakują walizki.

@RY1@i02/2010/034/i02.2010.034.000.011a.001.jpg@RY2@

Fot. AFP

Demonstracja kosowskich Albańczyków w Mitrovicy

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.