Lindsey już się nie śmieje
Minęło ledwie kilka godzin od konferencji prasowej, na której Lindsey Vonn poinformowała o bolesnej kontuzji goleni, a Kanadyjczycy już zaczęli sobie żartować z nieszczęścia swoich sąsiadów Amerykanów.
Urodziwa blondynka z Colorado miała być w Vancouver tym, kim w Pekinie został pływak Michael Phelps - media już od dłuższego czasu sekundowały jej w pogoni za złotymi medalami we wszystkich pięciu konkurencjach alpejskich. Uśmiechała się z okładki ostatniego numeru Sports Illustrated, a w corocznej edycji specjalnej magazynu znalazła się jej sesja w kostiumie kąpielowym.
"Szokujący rozwój wydarzeń: Vanoc (komitet organizacyjny igrzysk) ogłosił, że olimpiada jednak się odbędzie, nawet jeśli Lindsey Vonn nie będzie w stanie jeździć na nartach. To dobrze, bo jej serowa kuracja może nie zadziałać" - napisał brukowiec Vancouver Sun.
Vonn pośliznęła się na mokrym stoku podczas treningu do slalomu w Austrii 2 lutego. Upadła, miażdżąc wierzch prawej nogi o but. Przez dwa dni nie mogła chodzić i była przerażona, że ta kontuzja oznacza dla niej koniec sezonu. - To najbardziej bolesny uraz, jaki kiedykolwiek miałam - mówiła w środę w sali konferencyjnej ciasno wypełnionej zmartwionymi dziennikarzami.
W obawie przed złymi wiadomościami Vonn odmówiła poddania się prześwietleniu. - Nie chciałam usłyszeć, że jest złamanie, a tak to wtedy wyglądało - mówiła. Zamiast spieszyć się na olimpijski rekonesans, postanowiła przez kilka dni podleczyć się w Austrii. Terapia obejmowała masaże, lasery oraz... okładanie twarogiem, które ma pomagać na opuchliznę. Wreszcie lekarze zdiagnozowali u niej głębokie stłuczenie bez uszkodzenia nerwów.
- Na szczęście to tylko mięsień, a nie kość. Ale uraz jest w najgorszym z możliwych miejsc, tam, gdzie stale naciska go brzeg buta. Ani na chwilę nie można o tym zapomnieć, bo przy każdym skręcie czuję ból - opowiadała.
Vonn zdominowała narciarstwo alpejskie przez dwa ostatnie sezony. Wypada tym lepiej, im szybsza jest konkurencja. Ma na konice 31 zwycięstw w zawodach PŚ. Obecnie jest liderką w zjeździe, supergigancie i ogólnej klasyfikacji. - Wygrałam ostatnie zawody Pucharu Świata przed igrzyskami, byłam zdrowa, w formie, a teraz nie wiem nawet, czy będę w stanie wystartować. To zupełnie zmienia moje nastawienie. Gdyby to nie były igrzyska, raczej bym zrezygnowała - mówiła Vonn bez cienia swojego firmowego uśmiechu.
Jej ewentualny pierwszy start to odbywająca się w niedzielę superkombinacja (zjazd i slalom). Najpierw jednak musiałaby wziąć udział przynajmniej w jednym z trzech przejazdów treningowych, najpóźniej w sobotę.
Bill Sterret, ortopeda, który leczy Vonn od 13. roku życia, jest przekonany, że wystartuje: - Jest na najlepszej drodze, żeby zabłysnąć na tych igrzyskach. To twarda dziewczyna, nigdy nie wolno spisywać jej na straty.
Natomiast spisać na straty będzie pewnie trzeba marzenie o pięciu medalach. Sama Vonn nie daje sobie wielkich szans w wolniejszych konkurencjach, slalomie i slalomie gigancie, bo im więcej skrętów, tym goleń bardziej ją boli. Vonn ma doświadczenie w olimpijskich dramatach. Po wypadku na stoku w Turynie z góry zwoził ją helikopter - sądzono, że połamaną. Dwa dni później była ósma w zjeździe.
@RY1@i02/2010/030/i02.2010.030.000.013a.001.jpg@RY2@
Fot PAP/EPA
Lindsey Vonn na konferencji prasowej zwołanej w związku z jej poważną kontuzją
Marta Mikiel
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu