Dziennik Gazeta Prawana logo

Ofensywa za miliard dolarów

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Lada chwila w południowoafgańskim Helmandzie rozpocznie się pokazowa ofensywa 15-tysięcznych sił złożonych z oddziałów amerykańskich, brytyjskich i afgańskich.

Dowódcy operacji zamierzają przechwycić ostatnie enklawy talibów w prowincji, a politycy poprzez demonstrację siły - zmusić rebeliantów do negocjacji z rządem w Kabulu. A przy okazji zaoszczędzić miliony dolarów i funtów wydawane dotychczas na utrzymania bezpieczeństwa w Helmandzie.

Będzie to największa operacja zachodnich sił pod Hindukuszem od czasu obalenia talibów w 2001 r. W ostatnich latach większy rozmach miało tylko oblężenie irackiej Faludży przez marines w 2004 r. Bastion zwolenników Saddama Husajna szturmowało wówczas około 20 tys. ludzi.

Jest to również jedna z najdroższych operacji koalicji w Afganistanie. - Jeżeli w przygotowywanej w Helmandzie ofensywie weźmie udział od 10 do 15 tys. zachodnich żołnierzy, a walki potrwają około trzech miesięcy, jej koszt może sięgnąć nawet miliarda dolarów - szacuje w rozmowie z nami Raymond DuBois z waszyngtońskiego Centrum Studiów Międzynarodowych i Strategicznych. Wystarczy przypomnieć, że brytyjskie wydatki na wojnę w Afganistanie - czyli przede wszystkim na utrzymanie spokoju w Helmandzie - w 2009 r. sięgnęły sumy 2,6 mld funtów, a jeszcze rok wcześniej były na poziomie 1,5 mld.

Również dla Amerykanów nie jest to byle wydatek. Na wojnę w Afganistanie przeznaczono około stu miliardów dolarów z tegorocznego budżetu. Jedną trzecią tych środków pochłonie przerzucenie pod Hindukusz dodatkowych 30 tys. żołnierzy obiecanych przez prezydenta USA Baracka Obamę dowódcy wojsk USA w Afganistanie gen. Stanleyowi McChrystalowi. Około 68 mld dol. będzie musiało wystarczyć na wszystkie pozostałe działania.

Jednak miliard wydany na zaprowadzenie spokoju w południowej prowincji, będącej bastionem talibów i jednym z najważniejszych centrów produkcji narkotyków w Afganistanie, jest ceną, którą warto zapłacić. Ewentualny sukces operacji zaowocowałby nie tylko oszczędnościami w wydatkach wojennych już w 2011 r., ale też mógłby przynieść efekt propagandowy w skali całego kraju. - Niewątpliwie podstawowym celem tej operacji jest zwycięstwo militarne: rozgromienie talibów w tej kłopotliwej prowincji oraz pozbycie się presji, jaką wywierali oni na ludność cywilną - podkreśla Raymond DuBois. - Jednak nie da się ukryć, że ma to być również demonstracja siły obliczona na zmuszenie rebeliantów do tego, by poważnie zaczęli zastanawiać się nad zawarciem jakiejś ugody z rządem w Kabulu - dodaje.

Nic więc dziwnego, że Amerykanie - którzy tym razem prawdopodobnie wezmą na siebie główny ciężar natarcia na miasto Mardża, ostatni duży ośrodek prowincji pozostający w rękach talibów - podchodzą do sprawy bardzo poważnie. Dla nich opanowanie Helmandu jest pierwszym etapem strategii "oczyścić, utrzymać, odbudować", która ma pomóc opanować sytuację w kraju.

W efekcie, choć wciąż nie ujawniono daty planowanego rozpoczęcia operacji pod kryptonimem Mosztarak (Razem) wokół Mardży, przygotowania trwają pełną parą. Do brytyjskiej bazy Camp Bastion znajdującej się kilkadziesiąt kilometrów od atakowanych fortyfikacji rebeliantów przerzucono już dodatkowe zapasy żywności i amunicji. Do regionu ściągnięto śmigłowce Apache. Od kilku dni nad Mardżą latają koalicyjne samoloty, rozrzucając ulotki ostrzegające mieszkańców przed zbliżającą się ofensywą, przez co ze stutysięcznego miasta uciekło już co najmniej kilka tysięcy osób. Zachodnie media spekulują też o "kinetycznych misjach" amerykańskich i brytyjskich sił specjalnych - de facto zamachach na czołowych komendantów talibów w regionie dokonywanych przez kilkuosobowe grupy komandosów.

@RY1@i02/2010/027/i02.2010.027.000.010a.101.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Marines przygotowują się do uderzenia na miasto Mardża w środkowej części prowincji Helmand

mariusz.janik@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.