Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Życie z piętnem Guantanamo

27 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 0 minut

Pięć lat. Wcześniej przetrzymywano mnie w pakistańskim więzieniu w Peszawarze i w afgańskim Bagram. Stamtąd przeniesiono mnie na Kubę.

Pracowałem w Pakistanie dla organizacji charytatywnej. W lipcową noc 2002 roku do mojego mieszkania wpadła grupa uzbrojonych policjantów, którym towarzyszył amerykański oficer. Celowali do mnie. Chwilę później zabrali mój paszport. Kazali milczeć, gdy pytałem, czego ode mnie chcą. Związanego i z zakrytą głową zabrano mnie do więzienia w Peszawarze. Zrobili mi zdjęcia, pobrali odciski palców, zapytali, jak się nazywam i co robię. Bez przesłuchania i przedstawienia jakichkolwiek zarzutów trzymano mnie tam ponad pół roku.

W Bagram przesłuchiwano mnie. Amerykanie chcieli, żebym się przyznał do przynależności do Al-Kaidy Osamy bin Ladena. Że trenowałem w obozach terrorystów i że pomagam talibom. Gdy zaprzeczałem, bili mnie, kopali i poniżali. Strażnicy szczuli mnie psami, śmiejąc się przy tym. Tygodniami pozbawiano mnie snu. Kiedyś przez 3 dni musiałem stać. Podczas przesłuchań kazali patrzeć na amerykańską flagę. W lodowatej celi spałem na ziemi. Schudłem 30 kilogramów. Słyszałem krzyki torturowanych więźniów. Grozili, że jeśli się nie przyznam, nigdy więcej nie zobaczę rodziny.

Po dwóch miesiącach załadowano mnie wraz z 30 innymi więźniami na pokład samolotu. Przed odlotem zostaliśmy związani i zakuci w kajdany. Bardzo długo to trwało. Założono mi na oczy maskę, na uszy ochraniacze i przypięto pasem do ścian samolotu. Każdy więzień był przywiązany jeden do drugiego. Podczas ponad 20-godzinnej podróży byłem przytwierdzony do podłogi samolotu, mogłem siedzieć tylko w jednej pozycji. Jak tylko się ruszyłem, byłem bity i kopany. Nie mogłem się odzywać. Wiedziałem, że przenoszą mnie do Guantanamo. Gdy wylądowaliśmy, poczułem zapach oceanu. Byłem bardzo zmęczony podróżą, tym, że nie jadłem i nie mogłem się ruszać przez cały dzień. Na miejscu skierowano nas pod prysznic, dostaliśmy nowe ubranie - pomarańczowy kombinezon i numer obozowy. Ja miałem numer 940. Natychmiast też zaczęło się przesłuchanie.

Trwało wiele godzin. Byłem przesłuchiwany przez 4 - 5 ludzi. Pytali o organizację, dla której pracowałem. Chcieli wiedzieć, czy ma ona związki z terroryzmem. Nie torturowali mnie. Przesłuchania były nieodzowną częścią życia obozowego. Były nieograniczone i trwały przez cały mój pobyt w Guantanamo. Gdy skończyli, zaprowadzili mnie do mojej celi - klatki o wymiarach 2 metry na 1 metr. Spałem na materacu, dostałem też koce. Najgorsze były pierwsze dwa miesiące. W kontenerze, w którym znajdowała się moja cela, było 6 innych izolatek, ale więźniowie nie mieli prawa kontaktować się ze sobą. W klimatyzowanej celi było zimno. Każdego dnia wyprowadzano nas na 5-minutowy spacer na świeżym powietrzu, 10-minutowy prysznic i toaletę. Otrzymywaliśmy dwa posiłki dziennie, obiad i kolację, czyli rację żywnościową armii amerykańskiej, taką, jaką otrzymują podczas walk. W celi mogłem się modlić. Myślałem o rodzinie, jak sobie radzą beze mnie żona i dzieci. Otrzymałem kilka listów od żony, z jednego z nich dowiedziałem się, że moja kilkumiesięczna córka Fida, której nigdy nie poznałem (urodziła się, gdy Adel Hamad trafił do więzienia - red.), nie żyje.

Większość z nich zachowywała się podle, ale byli też tacy, którzy traktowali nas po ludzku. Na ogół nas prowokowano albo ubliżano nam, wyzywając od terrorystów. Zdarzało się, że strażnicy deptali lub znieważali Koran, wtedy więźniowie rozpoczynali strajk głodowy.

Moje życie nigdy nie będzie takie samo. Zmarła mi córka, której nawet nie miałem okazji poznać. Zniszczono mi reputację. Przez rok nie mogłem znaleźć pracy, bo ludzie bali się mnie zatrudnić. Nie mówiąc o bólu fizycznym, jaki odczuwam od noszenia kajdan i bicia. Winię za to moich oprawców. Cierpiałem wtedy, cierpię i teraz. Zaangażowałem się w pomoc przetrzymywanym. Pracuję na rzecz Guantanamo Justice Center, założonego przez byłego więźnia i kamerzystę Al-Dżaziry, Sami Al-Hadża. Tylko 2,5 proc. więźniów Guantanamo postawiono zarzuty. Najśmieszniejsze, że już w Peszawarze pakistański policjant powiedział mi, że wie, że jestem niewinny i że wkrótce mnie wypuszczą. Potem słyszałem to jeszcze parę razy, a na wolność wyszedłem po 5 latach.

Pracował w Pakistanie dla organizacji WAMY (World Assembly of Muslim Youth), był dyrektorem administracyjnym szpitala prowadzonego przez tę organizację, która miała swoją siedzibę w Afganistanie. Amerykanie uważają, że WAMY popiera Al-Kaidę, a Hamad mógł mieć kontakt z członkami organizacji. WAMY nie figuruje jednak na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych lub wspierających terroryzm Departamentu Stanu. Hamad został aresztowany w Pakistanie w lipcu 2002 r. Uznano go za tzw. combatant enemy. Jeden z sędziów trybunału USA był odmiennego zdania. Uznał, że jego przetrzymywanie jest oznaką "braku sumienia". Hamada więziono w Pakistanie, Afganistanie i Guantanamo bez procesu i przedstawienia formalnych zarzutów. W marcu 2005 r. władze Guantanamo zezwoliły mu na napisanie listu do sądu okręgowego w Dystrykcie Kolumbii z prośbą o pomoc. Sąd wyznaczył obrońcę z urzędu. Hamada wypuszczono w grudniu 2007 r. Dziś mieszka w Chartumie.

@RY1@i02/2010/021/i02.2010.021.000.009a.001.jpg@RY2@

Fot. Reuters/Forum

Europa zaczęła przyjmować więźniów z Kuby. 25 stycznia trzech z nich przewieziono na Słowację

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.