Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Świat

Nie wierzę, że mój syn zginął. Po prostu nie może zadzwonić

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Pański syn, Marek, jest jednym z ośmiu Polaków, z którymi urwał się jakikolwiek kontakt po trzęsieniu ziemi na Haiti. Jego komórka wciąż milczy?

Cały dzień próbowaliśmy się do niego dodzwonić, ale telefon komórkowy nie odpowiada. Nie mamy z nim żadnego kontaktu. Na dodatek teraz okazuje się, że z Haiti można się połączyć jedynie przez telefon satelitarny. Próbujemy dowiedzieć się czegoś przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i ambasadę Dominikany. Jednak na razie bez skutku.

Próbowaliśmy kilka razy, ale linie są cały czas zajęte. Nie ma szans, by się tam teraz dodzwonić.

Marek pojechał do Port-au-Prince we wtorek. Od jakiegoś czasu przebywał u rodziny na Dominikanie, a na Haiti wybrał się turystycznie. Chciał lepiej poznać tę część wyspy i nauczyć się języka kreolskiego. Zaraz po przybyciu na miejsce dzwonił do rodziny, mówił, że wszystko jest w porządku. Zaś następnego dnia stało się to, co się stało. To ogromna tragedia, całe miasto jest zniszczone.

Oczywiście. Rozmawiałem z nimi - nawiązali kontakt z ambasadą Dominikany i również oni mają nam pomóc w poszukiwaniu Marka. Sami nie wybierają się do Port-au-Prince. To byłoby bez senu. Tylko by tam przeszkadzali.

Nie wierzę, że synowi coś się stało. Marek pojechał do Port-au-Prince, by robić zdjęcia, chodzić po mieście. Do trzęsienia doszło po południu, więc jest duża szansa, że w tym czasie nie było go w żadnym budynku. Nie został więc przysypany gruzami. Po prostu teraz nie może się z nami skontaktować i powiedzieć, że jest z nim wszystko w porządku.

urodzony na Dominikanie ojciec polskiego studenta, który zaginął na Haiti

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.