Afrykańska federacja nie wierzyła w groźby separatystów
W Pucharze Narodów Afryki doszło do pierwszego hitowego meczu.
Obrońcy trofeum Egipcjanie pokonali 3:1 finalistę tegorocznych mistrzostw świata - Nigeryjczyków. Po raz kolejny odezwali się też separatyści, którzy zapowiadają następne ataki w czasie imprezy.
Rodrigues Mingas, szef ugrupowania walczącego o odłączenie enklawy Kabinda od Angoli, tym razem udzielił wywiadu Radiu Luksemburg.
- Kilka miesięcy temu ostrzegaliśmy szefa afrykańskiej federacji piłkarskiej Issę Hayatou, że jeżeli zdecydują się na rozgrywanie spotkań w Kabindzie, to muszą liczyć się z ryzykiem niebezpieczeństwa. Ale on nie chciał nas w ogóle słuchać. Składamy kondolencje rodzinom ofiar spośród ekipy Togo, bo naszym celem nie byli oni, ale rząd Angoli. Będziemy kontynuować walkę, dopóki nie usiądzie on z nami przy okrągłym stole do rozmów na temat przyszłości Kabindy - powiedział Mingas.
W Kabindzie rozgrywa swoje spotkania grupa B, w której oprócz Togo (wycofało się z turnieju) grają także piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej, Burkina Faso i Ghany. Do składu tej ostatniej ekipy dołączył wczoraj Michael Essien. Gwiazdor Chelsea Londyn opóźnił swój przyjazd najpierw z powodu śnieżyc w stolicy Anglii, a potem ze względu na atak terrorystyczny na Togijczyków. Władze jego klubu nie chciały puszczać Essiena w tak niebezpieczne miejsce jak Kabinda. Ostatecznie jednak piłkarz razem ze swoimi kolegami rozpoczął przygotowania do pierwszego w tym turnieju meczu przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej, który zostanie rozegrany w piątek.
Wczoraj inny faworyt PNA, Kamerun, niespodziewanie przegrał 0:1 z Gabonem. Jedynego gola zdobył już w 17. minucie 32-letni napastnik Hull City Daniel Cousin. W drugim meczu grupy D Zambia zremisowała 1:1 z Tunezją.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu