Polak liderem tylko na chwilę
Polacy świetnie zaczęli Rajd Dakar 2010. Bohaterem 1. etapu został najszybszy w klasyfikacji quadów Rafał Sonik. Karne minuty odebrały mu jednak zwycięstwo na rzecz lokalnego bohatera, Marcosa Patronellego.
Wydawałoby się, że w rajdzie chodzi o to, żeby jechać szybciej - okazuje się, że nie zawsze. W sobotę w trakcie pierwszego etapu wiodącego z Buenos Aires do Cordoby Sonik stoczył zwycięską walkę z Patronellim. Na skróconym z powodu ulewnych deszczów, prawie 200-kilometrowym odcinku specjalnym wyprzedził Argentyńczyka o blisko dwie minuty. Jeszcze dalej z tyłu zostawił zeszłorocznego zwycięzcę, Czecha Josefa Machaczka. Polak, który przed rokiem debiut w Dakarze zakończył na trzecim miejscu, tym razem zaczął od wysokiego C. Niestety nie cieszył się zbyt długo swoim prowadzeniem. Wieczorem okazało się, że Sonikowi doliczono 8 min kary, przez co spadł on na 8. miejsce. Najwyraźniej rozwinął zbyt duże tempo na trasie dojazdowej do odcinka specjalnego, czego organizatorzy nie życzyli sobie ze względów bezpieczeństwa. Na wieść o tym Patronelli, nowy zwycięzca, wybrał się na swojej yamasze na rundę honorową po Cordobie. Na centralnym placu miasta rozpętała się prawdziwa fiesta - Argentyńczycy cieszyli z osiągnięć dwóch rodaków, bo spadek Sonika sprawił, że na 3. miejsce przesunął się brat Marcosa, Alejandro Patronelli.
Argentyńczyk nie czuł się ani trochę zakłopotany faktem, że pierwsze miejsce przyznali mu sędziowie. - Cała pierwsza trójka - Polak, Czech i ja - jechaliśmy właściwie ramię w ramię, każdy z nas mógł wygrać. Nasze quady Yamaha są większe niż maszyny reszty stawki, mają większy potencjał - mówił Marcos Patronelli, który na trasę niedzielnego etapu (Cordoba - La Rioja, OS - 294 km) wyjechał jako lider rajdu. Dotarł na metę na 5. miejscu. Natomiast Sonik wczoraj się nie spieszył, po problemach na trasie skończył 2. etap na ostatnim, 24. miejscu, godzinę i 43 minuty po liderze Hubercie Deltrieu z Francji.
Radość Argentyńczyków zmącił śmiertelny wypadek, który wydarzył się już w początkowej części pierwszego OS-u, w okolicach miejscowości Alpa Corral. Ciężarówka niemieckiego kierowcy Mirco Schultisa nie wyrobiła się na jednym z wiraży i wjechała w tłum kibiców. Rany odniosło sześć osób, w tym dwoje dzieci. W przypadku 28-letniej Sonii Natalii Garcii obrażenia okazały się śmiertelne. Kobieta jest 55. ofiarą rajdu od jego pierwszej edycji w 1979 r. Jako pierwszy zginął motocyklista Patrick Dodin, który wypadł z trasy w Agadirze.
Krzysztof Hołowczyc, który na metę pierwszego etapu dojechał na 7. miejscu, najbardziej cieszył się z udanej rywalizacji z przedstawicielami mocnych teamów fabrycznych. - Jesteśmy w czołowej grupie. Pokonanie dwóch volkswagenów i paru bmw oraz mitsubishi nie jest złe - powiedział Hołowczyc, który jedzie nissanem navarą przygotowanym przez belgijską firmę Overdrive Racing. Najlepsza trójka pierwszego etapu w kategorii samochodów to Hiszpan Joan Nani Roma jadący bmw, jego rodak Carlos Sainz w volkswagenie i Francuz Stephane Peterhansel w bmw.
Wśród polskich motocyklistów w sobotę najlepszy był Jakub Przygoński (7. miejsce), który w niedzielę dojechał do mety na 20. pozycji i przed dzisiejszym etapem (La Rioja - Fiambala) jest 12. Jacek Czachor w ogólnej klasyfikacji jest na 22. pozycji, Krzysztof Jarmuż - 36., a Marek Dąbrowski - 41.
@RY1@i02/2010/001/i02.2010.001.000.019a.001.jpg@RY2@
Sonik celebrował zwycięstwo w 1. etapie tylko parę godzin
ATV Polska
Marta Mikiel
marta.mikiel@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu