Fukushima na siódmym poziomie
JAPOŃSKIE WŁADZE podniosły wczoraj poziom zagrożenia w uszkodzonej elektrowni atomowej do najwyższego. Eksperci uspokajają, że poziom emisji materiałów radioaktywnych wynosi 10 proc. tego z Czarnobylu sprzed 25 lat
Do tej pory awaria w Fukushimie, uszkodzonej wskutek trzęsienia ziemi i tsunami 11 marca, miała stopień piąty. Według Międzynarodowej Skali Wydarzeń Nuklearnych i Radiologicznyh (INES), którą opracowała Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), oznacza to "wypadek z szerszymi konsekwencjami".
Siódmy stopień w tej skali określany jako "duży wypadek" w całej historii energetyki jądrowej miało tylko jedno wydarzenie - była to katastrofa w Czarnobylu wiosną 1986 r. Każdy poziom w skali oznacza 10-krotne podwyższenie poziomu skażenia.
Zarówno jednak japońskie władze, jak i eksperci uspokajają, że nie doszło do pogorszenia się sytuacji, a zmiana poziomu jest efektem nowych danych z pierwszych dni o wypadku. Według japońskiej agencji ds. bezpieczeństwa nuklearnego poziom emisji materiałów radioaktywnych w Fukushimie wynosi ok. 10 proc. tego, co było w Czarnobylu. - Sytuacja w elektrowni Fukushima Daiichi powoli, krok po kroku, się stabilizuje, a emisja substancji radioaktywnych spada - zapewnił wczoraj premier Naoto Kan. Podobnego zdania są eksperci. - Chociaż poziom został dziś podniesiony do 7, nie znaczy to, że sytuacja jest gorsza niż była wczoraj, lecz że wydarzenie oceniane jako całość jest gorsze, niż sądzono - mówi Reutersowi brytyjski ekspert nuklearny John Price. - Fukushima niesie ze sobą pewne zagrożenia, ale porównywanie jej z Czarnobylem jest przesadzone. Najprawdopodobniej nie będzie miała takiego wpływu na zdrowie ludzi w sąsiednich państwach, jaki miał Czarnobyl - podkreśla Kenji Sumita z uniwersytetu w Osace.
W efekcie wybuchu w Czarnobylu fragmenty konstrukcji zostały rozrzucone w promieniu dziewięciu kilometrów, poziom skażenia wokół samej elektrowni był 200 razy większy od wybuchów bomb atomowych w Hiroszimie i Nagasaki razem wziętych, a bezpośrednio w czasie eksplozji lub wskutek napromieniowania śmierć poniosło - według oficjalnych i bardzo zaniżonych danych - 31 pracowników, strażaków i członków ekip ratunkowych. Szacuje się, że prawdziwa liczba osób, które zmarły wskutek katastrofy, przekracza 6000. Tymczasem w Fukushimie nie było zgonów wskutek napromieniowania, znacznie też mniejsza jest strefa, z której konieczna była ewakuacja ludzi.
Element niepokoju wprowadził jednak jeden z szefów Tokyo Electric Power Co., czyli firmy, do której należy uszkodzona elektrownia. - Jeśli wyciek nie zostanie powstrzymany, liczba materiałów radioaktywnych, które się przedostaną do atmosfery, może przekroczyć tę z Czarnobyla - oświadczył wczoraj Junichi Matsumoto.
Nawet jeśli tak się nie stanie, co w dalszym ciągu jest wersją bardziej prawdopodobną, podwyższenie poziomu awarii poważnie skomplikuje debatę nad energetyką atomową. Tuż po tragedii wiele państw europejskich zapowiedziało zrewidowanie swoich planów w tej dziedzinie, mimo iż podkreślano różnice między przestarzałym sowieckim reaktorem a japońskimi. Teraz, gdy okazało się, że awaria w Fukushimie dorównała w skali MAEA czarnobylskiej, przeciwnicy atomu zyskują bardzo nośny argument.
Rosja próbuje przez pomoc dla poszkodowanej wskutek trzęsienia ziemi Japonii uzależnić ją od siebie energetycznie, alarmuje japońska prasa. Dla Rosjan Japonia, która będzie potrzebowała zwiększonych ilości surowców, staje się niezwykle atrakcyjnym rynkiem zbytu w sytuacji, gdy kurczą się rynki na Zachodzie.
Już w tym roku - jak w marcu zapowiedział rosyjski wicepremier Igor Sieczin - do Japonii trafi ok. 18 mln ton ropy, czyli dwukrotnie więcej niż w 2010 r. Rosjanie zamierzają też o 29 proc. zwiększyć dostawy produktów ropopochodnych. Pakiet pomocy energetycznej proponowanej Japończykom przewiduje także dostarczenie dodatkowych 200 tys. ton LNG w najbliższych dwóch miesiącach. Rosja planuje wysyłanie do Japonii także węgla i prądu.
Jednak według japońskiej prasy przez zwiększenie dostaw Moskwa chce zastosować tradycyjną strategię polegającą na udzieleniu pomocy, uzależnieniu i w rezultacie przejęciu strategicznych aktywów i realizacji politycznych interesów. Choć jak na razie obecność Rosjan w japońskiej energetyce jest śladowa, to zdaniem "The Japan Times" już 10 proc. udziału w rynku wystarczy Kremlowi, by zmusić Tokio do rezygnacji z roszczeń do Wysp Kurylskich. Kluczowa w podbiciu energetycznym Japończyków okaże się sprzedaż węglowodorów operatorowi Fukushimy, firmie TEPCO. Umocnienie się pozycji Rosjan skończy się - zdaniem czasopisma "Sentaku" - kupnem TEPCO przez Gazprom.
W wyniku trzęsienia ziemi oraz tsunami moce produkcyjne elektrowni atomowych w Japonii skurczyły się o 8 proc. Jedna trzecia rafinerii przestała działać, uszkodzonych zostało także 6 elektrowni węglowych o łącznej mocy ponad 8,3 GWt. Te straty Japonia uzupełni zwiększeniem importu gazu, gdyż terminale LNG niemal nie ucierpiały. W ciągu najbliższych pięciu lat Tokio zwiększy o nawet 30 proc. zakup surowca - do 116 mld m sześc. rocznie.
Rosyjski premier Władimir Putin zarządził już przyspieszenie realizacji projektu Sachalin-3, który ma zostać nową surowcową bazą na Dalekim Wschodzie. Zgodnie z zapowiedziami Gazpromu pierwszy gaz ze złoża kirińskiego popłynie już w 2012 r.
Nino Dżikija
@RY1@i02/2011/072/i02.2011.072.000.007a.001.jpg@RY2@
Fot. AP
Po długiej przerwie ludzie mieszkający w okolicach Fukushimy zaczęli kupować lokalne produkty
Bartłomiej Niedziński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu